Katechezy ewangelizacyjne
Wpisany przez ks. Franciszek Blachnicki   

JAK DOSTĄPIĆ ZBAWIENIA?

1. Czym jest zbawienie?

Każdy z nas - ja i Ty i my wszyscy - nosimy w sobie pytanie: Jak dostąpić zbawienia? To jest najważniejsze, a może i jedyne, pytanie naszego życia. Tym się różnimy od wszystkich innych istot żyjących, że ciągle czegoś szukamy, ciągle o coś pytamy. Jesteśmy istotami szukającymi, pytającymi. Dlaczego? Dlatego, że nosimy w sobie pragnienie życia i szczęścia. Chcemy być szczęśliwi. Chcemy żyć pełnią życia. A tymczasem to życie i to szczęście ciągle jest zagrożone, ciągle nam czegoś brak i dlatego ciągle szukamy zbawienia. W rozlicznych codziennych kłopotach, w różnych sytuacjach, możemy sami siebie wybawić od jakiegoś braku, od jakiegoś zła - przy pomocy naszych zdolności, przy pomocy wysiłku własnego, przy pomocy posiadanych środków. Ale stajemy, prędzej czy później, w obliczu pytania nie o zbawienie jakieś cząstkowe, chwilowe, ale o zbawienie pełne, ostateczne i pytamy: co to znaczy ostatecznie być zbawionym? Chodzi w końcu zawsze o to, aby być wybawionym od poczucia bezsensu naszego życia albo od braku sensu życia. Życie zaś wtedy jest pozbawione sensu, kiedy kończy się śmiercią. Śmierć czyni nasze życie bezsensownym.

Zbawić człowieka oznacza więc ostatecznie: wybawić go od śmierci. Zbawienie znaczy wiec tyle, co życie wieczne, życie pełne, życie nie zagrożone śmiercią. Wszystko, co prowadzi do takiego życia, nadaje naszemu życiu sens, natomiast wszystko, co staje na drodze do takiego życia, co jest przeszkodą, to wszystko pozbawia życia sensu.

Otóż z takiego pojęcia zbawienia w znaczeniu jakimś pełnym, ostatecznym, wynika, ze zbawić człowieka może tylko Bóg, bo tylko Bóg jest źródłem życia. Człowiek nie ma w sobie źródła życia. Człowiek zawdzięcza swoje życie Bogu. Człowiek żyje dzięki Bogu. I dlatego tylko Bóg może wybawić człowieka od śmierci i dać mu życie po śmierci, dać mu życie wieczne, czyli zbawienie.

2. Grzech oddziela człowieka od Boga

Nieszczęściem człowieka natomiast człowieka jest to, co go oddziela od Boga, źródła życia. To, co oddziela człowieka od Boga, zrywa łączność człowieka z Bogiem, to nazywa się grzechem. Grzech powoduje śmierć, bo odrywa człowieka od Boga, źródła życia. Dlatego zbawienie polega ostatecznie na wybawieniu człowieka od grzechu i śmierci.

Tylko Bóg jest więc zbawicielem w prawdziwym i ostatecznym znaczeniu tego słowa, bo tylko On może wybawić człowieka od grzechu i śmierci i dlatego tylko On może nam dać poczucie sensu wszystkich wydarzeń oraz pełnię życia, radości i szczęścia. On tylko może dać człowiekowi wypełnienie tych wszystkich dobrych pragnień i dążeń, które w języku wszystkich religii nazywa się Niebem.

3. Jezus - jedyny Zbawiciel

Bóg rzeczywiści zbawia człowieka. Świadczy o tym Biblia, księga, pewien zbiór ksiąg, zawierających historię zbawienia, boży plan zbawienia i jego realizację w kolejnych etapach zbawienia. A Biblia szczególnie mówi o ostatecznej realizacji bożego planu zbawienia, świadczącego o Jego miłości względem człowieka. Dokonało się to przez zesłanie na ziemię drugiej osoby Bożej,. jednorodzonego Syna Bożego, Słowa Przedwiecznego, dla zbawienia człowieka. Jak mówi święty Paweł w Liście Galatów: "Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu" (Ga 4:4-5). Albo jak mówi święty Jan:

"Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3:16).

Ten Syn Boży, stawszy się człowiekiem dla nas ludzi i dla naszego zbawienia, przyjął imię Jezus, to znaczy: Bóg Zbawia. Tak mówi Anioł do Józefa: "Porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus, on bowiem zbawi swój lud od jego grzechów" (Mt 1,21). Nazywa się on także Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami. (Iz 7,16; Mt 1,23) On przyszedł po to, aby "owce miały życie i miały je obficie" (J 10,10). On przyniósł ludziom odpuszczenie grzechów i żywot wieczny, On przyszedł rozwiązać wszystkie problemy, dręczące człowieka. i On woła: "Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11:28). Albo też w innym miejscu: "Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdxie do mnie i pije" (J 7:37b). "Jam jest chleb życia. Kto do mnie przychodzi, nie będzie łaknął" (J 6:35a). Jezus - jedyny Zbawiciel świata. Odtąd za świętym Piotrem musimy powtarzać: "Panie! Do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego!" (J 6:68). Odtąd "nie ma w żadnym innym zbawienia, bo nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni" (Dz 4:12).

4. Przyjęcie zbawienia w Jezusie przez wiarę

Skoro nie ma w żadnym innym zbawienia, powstaje dla nas nowe, odtąd jedyne i najważniejsze pytanie: W jaki sposób możemy przyjąć to zbawienie i stać się jego uczestnikami? Święty Jan mówi: Kto ma Syna, ten ma życie (1 J 5:12). Co to jednak znaczy mieć Syna? W jaki sposób możemy mieć życie, zbawienia, przez to, ze mamy Jezusa?

Jest rzeczą oczywista, że tylko On sam - Jezus - może określić sposób, w jaki możemy Go mieć. On jest bowiem Bogiem. On nie może być przez nas wzięty w posiadanie na sposób rzeczy, przedmiotu, poprzez tylko działania odpowiednie, podjęte z naszej strony. On tylko może nam dać siebie. Dlatego, że On sam chce w sposób wolny [dać nam siebie], On tylko może określić, w jaki sposób możemy to Jego danie nam siebie przyjąć.

Otóż Pismo Święte w sposób jednoznaczny, nie pozostawiający żadnej wątpliwości, wielokrotnie określa, w jaki sposób możemy mieć Jezusa, aby mieć zbawienie i życie. Wielokrotnie sformułowane jest prawo: Kto wierzy, będzie zbawiony.

Żydzi w Kafarnaum pytają Jezusa: "Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże?" (J 6:28) Jezus odpowiada: "Na tym polega dzieło zamierzone przez Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał" (J 6: 29). Wiele razy zapewnia Chrystus uroczyście: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, kto we mnie wierzy, ma życie wieczne" (por. J 11,25). Do Marty, siostry Łazarza, która się skarży: Panie, gdybyś tu był, nie umarłby mój brat, mówi Jezus: "ja jestem zmartwychwstaniem i życiem, kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?" (J 11:25,26).

Tym, którzy wierzą, przynosi Chrystus uzdrowienie i odpuszczenie grzechów i życie wieczne.

Na podstawie tych wszystkich wypowiedzi może św. Paweł nauczać zdecydowanie w liście do Rzymian: "Ale teraz jawną się stała sprawiedliwość Boża niezależna od Prawa, poświadczona przez Prawo i Proroków. Jest to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich, którzy wierzą. Bo nie ma tu różnicy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie które jest w Chrystusie Jezusie. Jego to ustanowił Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego krwi. Gdzież więc podstawa do chlubienia się? Została uchylona! Przez jakie prawo? Czy przez prawo uczynków? Nie, przez prawo wiary. Sądzimy bowiem, że człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę, niezależnie od pełnienia nakazów Prawa" (Rz 3:21-25,27-28).

5. W co należy uwierzyć?

Jasno więc dowiadujemy się z Pisma Świętego, że aby dostąpić zbawienia trzeba uwierzyć w Jezusa, jedynego Zbawiciela. Ale jeszcze musimy dokładniej powiedzieć, w co mamy uwierzyć.

W to, że jest On Synem Bożym, który przyszedł na ziemię, aby nas zbawić, aby umrzeć za nasze grzechy na krzyżu, aby zadośćuczynić za nasze grzechy, aby dać nam odpuszczenie grzechów i życie wieczne: jako dar, niezasłużony przez nas, wypływający jedynie z miłosierdzia bożego, dar będący dla nas absolutną łaską, czymś darmo danym, co musimy tylko przyjąć przez wiarę. A więc właściwym przedmiotem wiary, wg Ewangelii, jest zbawienie jako dzieło, dokonane przez Boga w Jezusie Chrystusie, ofiarowane nam jako łaska, którą przyjmujemy wiarą.

6. Zbawienie przez wiarę a nie przez uczynki

Jest to sprawa niesłychanie ważna, aby to zrozumieć, bo, niestety, bardzo rozpowszechnienie jest mniemanie, że zbawienie jest tylko pewną szansą, daną nam przez Boga, którą możemy wykorzystać (zbawienie może stać się naszym udziałem, jeżeli spełnimy odpowiednie warunki i zasłużymy na nie, a więc zbawienie zależy od nas, od naszych uczynków).

Stajemy tutaj w obliczu trudnego problemu, będącego przedmiotem odwiecznych sporów, rodzącego wiele nieporozumień. Jest to problem: wiara a uczynki. Zbawienie, albo usprawiedliwienie, przez wiarę czy przez uczynki? Spór ten szczególnie określa stosunek katolików do protestantów. Przyjmuje się ogólnie, że protestanci głoszą zbawienie przez wiarę, niezależnie od uczynków. Natomiast katolicy głoszą konieczność nie tylko wiary, ale i uczynków do zbawienia. Popularnie nawet się często upraszcza to zagadnienie i mówi się tak: katolicy przypisują protestantom tezę: możesz grzeszyć, ile chcesz, bylebyś wierzył i będziesz zbawiony. Natomiast protestanci zarzucają katolikom, że oni głoszą, niezgodnie z Pismem Świętym, zbawienie przez uczynki człowieka. Jak rozwiązać ten problem? Co mamy czynić, aby się zbawić? Uwierzyć Chrystusowi i przyjąć zbawienie jako dar czy też zabrać się gorliwie do pełnienia dobrych uczynków, aby zapewnić sobie zbawienie? Jest to prawdziwy dylemat i z obu rozwiązaniami łączy się pewien lęk. Katolicy boją się, że jeżeli zaakceptujemy to pierwsze rozwiązanie, to wtedy może to doprowadzić do lekceważenia grzechów i zaniechania gorliwości w spełnianiu dobrych uczynków. Natomiast protestanci boją się, ze przyjęcie drugiego rozwiązania podważy biblijną prawdę o darmowości łaski, o tym, ze zbawienie jest wyłącznie dziełem Boga, które staje się naszym udziałem przez wiarę.

Otóż powyższy dylemat w gruncie rzeczy jest pozorny, bo wynika z jakiegoś powierzchownego rozumienia Pisma Świętego i wynika z jakiegoś błędnego rozumienia nauki Kościołów. To znaczy, katolicy błędnie rozumieją naukę protestantów i odwrotnie. Bo w gruncie rzeczy ani protestanci nie uczą, że dobre uczynki są niepotrzebne i że można grzeszyć, byleby się miało wiarę. Ani też z drugiej strony katolicy nie uczą, że uczynki człowieka same z siebie mają moc zbawczą i mogą usprawiedliwić człowieka przed Bogiem. W jaki więc sposób właściwy należy pojmować stosunek wiary do uczynków, płynących z wiary? Aby znaleźć właściwe rozwiązanie problemu, sięgnijmy jeszcze raz do Ewangelii. Kluczowy tekst, to przypowieść o faryzeuszu i celniku, modlących się w świątyni.

"Powiedział też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony" (Łk 18:9-14).

Przypowieść ta przede wszystkim symbolizuje postawę religijną faryzeuszy. Byli to ludzie, prześcigający się w gorliwości, wypełnianiu przepisów Prawa i w spełnianiu dobrych uczynków. Wierzyli przy tym, że te uczynki zapewnią im zbawienie. Bóg w nagrodę za wierne wypełnienie uczynków Prawa musi im dać Królestwo Boże jako nagrodę. Była to więc postawa samousprawiedliwienia się przed Bogiem. Postawa samowybawienia. Chrystus stanowczo odrzuca taką postawę i tu leży najgłębsza przyczyna tej nieprzejednanej postawy Chrystusa wobec faryzeuszy, a raczej postawy przez nich reprezentowanej. Postawa ta jest ostatecznie wyrazem ludzkiej pychy przed Bogiem, pychy z kolei rodzącej zakłamanie i obłudę, bo gdy człowiek stanie przed Bogiem w całej prawdzie, w pokorze, jak ów celnik, musi uznać swoją grzeszność, niegodność i nieudolność do autentycznego dobra i bezinteresownej miłości. Ta postawa prawdy wewnętrznej, pokory, czyni dopiero człowieka zdolnym do zawierzenia Bogu, do zdania się na Jego miłosierdzie. Takiej postawy oczekuje Chrystus i ona uzdalnia do przyjęcia zbawienia. Św. Paweł, dawny Szaweł, gorliwy faryzeusz, najlepiej zrozumiał później błędność chlubienia się przed Bogiem z uczynków zakonu i stał się gorliwym głosicielem Ewangelii przez wiarę w Chrystusa, która usprawiedliwia człowieka przed Bogiem.

Kościół w swoich dziejach zawsze bronił tej biblijnej nauki o darmowości zbawienia, łaski, o zbawieniu przez wiarę. W średniowiecznych dyskusji o stosunku łaski do wolnej woli została odrzucała koncepcja tzw. synergizmu, głoszącego, że czyn zbawczy jest wynikiem zsumowania się dwóch energii: łaski i woli człowieka. Ilustruje to następujący przykład, który stosowano właśnie w ramach wykładów na ten temat, mianowicie środkiem rzeki jest holowana łódź przeciw prądowi. Do tej łodzi są przyczepione dwie liny. Za jedną linę ciągnie ktoś na lewym brzegu, za drugą na prawym brzegu i w wyniku zsumowania się tych dwu energii, łódź posuwa się do przodu. Otóż, mówiono, na tym polega synergizm. Dwie energie, człowiek i Bóg. Obaj ciągną i w wyniku zsumowania się wysiłku człowieka i łaski Bożej powstaje czyn zbawczy- zbawienie. Otóż ta nauka, z punktu widzenia katolickiego, jest błędna. Dlatego, że Pismo święte jasno zaświadcza, że zbawienie jest wyłącznie dziełem łaski Bożej. Beze mnie nic uczynić nie możecie, mówi Chrystus. Dlatego nie możemy sobie wyobrazić zbawienia jako wyniku współdziałania Boga i człowieka, z których każdy coś wnosi dla zbawienia. Oczywiście, że Bóg działa przez człowieka, ale łaska Boża przenika jak gdyby od wewnątrz człowieka, porusza jego wolę, tak, że człowiek działa, współdziała w sposób wolny, ale musi mieć tę świadomość, że to jego współdziałanie jest dziełem łaski i ta jego wolność jest również już dziełem łaski i Ducha Świętego.

Człowiek więc nie może się chlubić przed Bogiem, nie może sobie przypisywać zbawienia, ale wszystko, całą chwałę oddaje Bogu, bo tylko dzięki Jego łasce może człowiek być zbawiony. Otóż jeżeli protestanci tak mocno bronią nauki o darmowości zbawienia przez wiarę to, oczywiście, jest to nauka słuszna, biblijna i my, katolicy, nie możemy głosić innej nauki.

Natomiast protestanci nie odrzucają potrzeby dobrych uczynków. Nie odrzucają np. tekstu z listu św. Jakuba, apostoła, który mówi w ten sposób: "Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy /sama/ wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta! - a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała - to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. Ale może ktoś powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków. Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz - lecz także i złe duchy wierzą i drżą" (Jk 2:14-19). Otóż słowa powyższe nie są sprzeczne ze słowami św. Pawła z listu do Rzymian. Jest prawdą, że tylko wiara w Chrystusa ma moc zbawczą. Wiara natomiast przynosi owoce dobrych uczynków, z których człowiek nie może się chlubić, bo one są dziełem Ducha Świętego w nas.

Problem: wiara a uczynki jest problemem bardzo dyskutowanym, napisano o tym całe tomy, jest to jednak problem bardziej teoretyczny. Właściwie nie jest to problem dla konkretnego człowieka, który ze swoją wiarą staje w obliczu Chrystusa, który do Niego się modli. Bo wtedy sytuacja nasz jest taka, że wiemy, iż wszystko zawdzięczamy Chrystusowi a równocześnie wyrażamy swoją gotowość spełniania Jego woli. Nie chcemy Go zasmucać, bo Go miłujemy. Dlatego spełniamy dobre uczynki. a jak nam się nie uda, jak upadniemy ze słabości, nie rozpaczamy, bo wiemy, że Chrystus jest gotów nam znów przebaczyć i możemy wrócić do Niego i zacząć od nowa, opierając się na Jego miłosierdziu i na Jego łasce.

I my chcemy teraz, na zakończenie tego rozważania, stanąć z naszymi problemami przed Chrystusem, żywym naszym Panem i Zbawicielem. Wiemy, że tylko w Nim jest zbawienie i dlatego zapraszamy Go w sposób bezpośredni, osobisty, żeby wszedł w nasze życie i stał się naszym Panem i Zbawicielem. Módlmy się więc razem do Niego:

Panie Jezu! Wierzę w Ciebie! Wierzę, że mnie widzisz i słyszysz, bo mnie miłujesz. Staję przed Tobą ze wszystkimi moimi problemami, z moimi grzechami, z moją słabością, z moją chorobą duszy, z cierpieniami ciała. Wszystko Tobie oddaję. Czynię to z ufnością, bo powiedziałeś: Nie zdrowi potrzebują lekarza, ale chorzy i źle się mający. Nie przyszedłem powoływać sprawiedliwych, ale grzeszników. Przyjmij mnie i zbaw mnie od grzechu i od śmierci. Ty tylko masz moc zbawienia mnie. Chcę, abyś był moim Panem. Chcę Ci służyć z radością, ale jestem słaby i znów mogę upaść i stać się niewierny, ale wtedy chcę wrócić do Ciebie czym prędzej, bo wiem, że mi przebaczysz i pozwolisz zacząć od nowa. O Jezu! Dziękuję Ci za to, żeś mnie zbawił, że jesteś moim Zbawicielem. Bądź również moim Panem. Nie pozwól mi nigdy odłączyć się od Ciebie. Amen.

WIARA A MIŁOŚĆ BOŻA I PRZEBACZENIE

1. Co to jest wiara?

Podstawowym dla nas pytaniem, jest pytanie: Co to jest wiara? Istnieje wiele różnych poglądów, wiele różnych określeń bliskich prawdy, nie oddających jednak istoty rzeczy. Aby zrozumieć, czym jest wiara, trzeba sięgnąć do Ewangelii i przypatrzeć się ludziom, którzy spotkali się z Chrystusem, do których Chrystus kierował słowa: "Idź w pokoju, twoja wiara cię uzdrowiła".

Każda z tych osób przychodziła do Chrystusa z głębokim przekonaniem i ufnością, iż znajdzie u Niego rozwiązanie swojego problemu. Nasze spotkanie przez wiarę z Chrystusem musi być podobne do spotkania z Nim niewidomego; kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne; ojca, którego córka chorowała i zmarła. Przychodzili oni do Chrystusa, żyjącego wśród nich, zupełnie bezsilni, wiedząc, że nikt, oprócz Niego, nie może im pomóc. On był ich ostatnią nadzieją. Dlatego wołali: "Jezusie, synu Dawida, ulituj się nade mną". Odpowiedź Chrystusa brzmiała wtedy zawsze: "Twoja wiara cię uzdrowiła".

Dziś odsłania się naszym oczom tragiczna prawda, że wielu spośród chrześcijan pojmuje wiarę podobnie jak ateiści. Wiara jest dla nich pewnym sądem intelektualnym, pewnym stwierdzeniem o istnieniu Boga. Taka wiara nie jest wiarą w znaczeniu ewangelicznym. Nie ma ona żadnego wpływu na życie człowieka. Praktyki religijne wypełniają oni na wszelki wypadek [bo nie wiadomo jak tam jest po śmierci], ale postępują tak, jakby Bóg nie miał nic do powiedzenia w ich życiu, jak gdyby sami musieli rozwiązywać wszystkie swoje problemy, jak gdyby Boga wcale nie było. Dlaczego tak jest? Gdzie szukać przyczyn tej niby-wiary?

Wielu spośród tych, którzy uważają, iż wierzą w Chrystusa, zapomina o najważniejszym, że przedmiotem wiary jest pewność. Jeśli ktoś zaczyna wątpić, to schodzi z płaszczyzny wiary. Katolicka nauka o wierze wyraźnie stwierdza, że wiara z istoty swej łączy się z pewnością. Rozumienie leżące u podstaw aktu wiary można by przedstawić za pomocą następującego sylogizmu: Bóg powiedział tak: "". To, co Bóg powiedział, jest przedmiotem wiary. Bóg nie może się mylić, ani tez nikogo wprowadzać w błąd, czyli nie może kłamać. Jeżeli wiem, że to Bóg powiedział, to moja postawa wobec niego może się wyrażać tylko w wierze nie dopuszczającej żadnej wątpliwości. Gdybym dopuścił wątpliwość, odrzuciłbym autorytet Boga. Wątpienie jest znieważeniem Boga, zakłada ono bowiem, iż nie wiemy, czy Bóg dotrzyma słowa. Już samo przypuszczenie, że Bóg nie jest wiarygodny jest zniewagą Boga.

Oczywiście, mogą być wątpliwości innego rodzaju, pojawiające się na przedpolu wiary: Czy to Bóg powiedział? Czy tak to powiedział? Czy tak należy rozumieć jego słowa? Ale jeżeli ja wiem, że to Bóg do mnie mówi, że to są jego słowa, to wtedy nie mam innej możliwości, jak tylko wierzyć lub nie wierzyć. Nie ma miejsca na wątpienie.

Tymczasem w praktyce bardzo często wątpimy. Powątpiewanie to nie dotyczy prawd wiary, zawartych w formule wyznania wiary {CREDO} [zazwyczaj nie neguje się ich], wątpliwości pojawiają się w momencie, gdy trzeba odpowiedzieć na pytanie: Czy wierzysz w to, że Bóg naprawdę cię miłuje, że tak cię umiłował, że Syna Swojego wydał za ciebie na śmierć krzyżową, że gotów jest w każdej chwili odpuścić ci grzech?

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Głównym problemem wiary jest uwierzyć w miłość Boga. Do kryzysu wiary dochodzi zwykle na tym tle. Skoro Bóg jest dobry, skoro Bóg mnie miłuje, to dlaczego dopuszcza takie doświadczenia, takie cierpienia, takie nieszczęścia - i wiara załamuje się.

Uwierzyć w miłość Boga, być pewnym tej miłości względem siebie, głosić tę wiarę - to jest zasadnicze zadanie chrześcijanina. Uwierzyć w miłość Boga do wszystkich ludzi, w miłość Boga do mnie, miłość, która sprawiła, że Syna Swego Jedynego wydał na śmierć krzyżową. Nie można na to wydarzenie patrzeć tylko, jak na fakt historyczny, wstrząsający z pewnością, ale zaistniały w dalekiej przeszłości i zupełnie mnie nie dotyczący. Ta bowiem śmierć była ofiarą złożoną Bogu za wszystkich ludzi i za mnie także. Teolodzy mówią, że Bóg tak dalece umiłował człowieka, ze byłby gotów umrzeć dla każdego człowieka z osobna, gdyby tak trzeba było uczynić dla naszego zbawienia. Ta jednak śmierć objęła nas wszystkich a jej skutkiem jest odpuszczenie grzechów.

Dopóki człowiek nie stanie w obliczu tak wielkiej miłości Boga, dopóki nie uwierzy, że Bóg unicestwił wszystkie jego grzechy, dopóty nie dotrze do istoty chrześcijaństwa. Trzeba bowiem poważnie potraktować istotę odpuszczenia grzechów, także moich grzechów.

2. Brak wiary w odpuszczenie grzechów

Tu trzeba stwierdzić, że na stylu naszego katolickiego życia zaciążyło nieporozumienie związane z sakramentem pokuty. Powszechną jest świadomość, że odpuszczenie grzechów uzyskuje się jedynie podczas spowiedzi [dopóki się nie wyspowiadam, dopóty żyję w grzechu]. Teoretycznie można spowiadać się codziennie, praktycznie wielu spowiada się raz na kilka miesięcy, a nawet tylko raz w roku. A co między spowiedziami? Życie w grzechu. Przywykliśmy do tego, jak gdyby był to normalny stan życia chrześcijańskiego. Spowiedź, komunię traktujemy jako coś nadzwyczajnego, świątecznego. Stan łaski, który uzyskujemy po spowiedzi, jest dla nas czymś podobnym bańce mydlanej, czymś, co w każdej chwili może przestać istnieć. Dlatego najlepiej zaraz po spowiedzi iść do komunii i to jak najszybciej, by w drodze od konfesjonału do balasek nie zgrzeszyć. I jesteśmy zadowoleni, bośmy i wyspowiadani i "wykomunikowani". Może jeszcze w najbliższą niedzielę do komunii, a od poniedziałku normalne życie, to znaczy, w grzechu ciężkim.

Kiedyś, jeszcze u początków oazy Dzieci Bożych, porównałem takie życie do życia żab, które żyją w błocie, w cuchnącej wodzie i tylko od czasu do czasu wychylają się, by zaczerpnąć powietrza, i znów w błoto, tam, gdzie czują się dobrze. Ten model życia: spowiedź, komunia święta, narzuca wychowanie chrześcijańskie. Powszechnym zjawiskiem jest tez nie rozróżnianie wagi ciężaru grzechu, traktowanie wszystkich grzechów jednakowo [zapomniał pacierza, pokłócił się z żoną - zgrzeszył; czeka na okazję do spowiedzi]. Innym zjawiskiem jest zadręczanie się wielu ludzi już po spowiedzi. Czy wszystko powiedziałem? Czy czegoś nie przekręciłem? A może należało to inaczej powiedzieć?. Niekiedy po spowiedzi są bardziej niespokojni, niż przed. I wszystko wskutek tego, że nie wierzą w odpuszczenie grzechów.

Przypatrzmy się konsekwencjom tej niewiary. Jeśli chrześcijanin wciąż jest świadomy, że żyje w grzechu, to czyż w jego życiu może objawić się radość, pokój, moc? Czy może on dawać świadectwo, czy może wołać: "Słuchajcie ludzie! Przyszedł Chrystus Zbawiciel, odpuścił wam grzechy, wszystkie problemy są do rozwiązania!"?

A gdyby człowiek naprawdę wierzył w odpuszczenie grzechów, musiałby wołać jak pasterz, który odzyskał zgubioną owcę lub jak niewiasta, która odnalazła drachmę : "Cieszcie się razem ze mną".

Przeciętnemu chrześcijaninowi naszych czasów daleko od takiej postawy. Nie pozwala mu na to świadomość grzechu. Chciałby ten ciężar zrzucić z siebie, zaczyna usprawiedliwiać się przed sobą, przed Panem Bogiem, tłumaczy sobie, że wszyscy talk robią, że księża przesadzają, że to wcale nie jest grzech. Chcąc uzyskać spokój działa wbrew sumieniu. Systematyczne zagłuszanie sumienia powoduje, że nie staje się wrażliwy na grzech, neguje istnienie grzechu w ogóle.

3. Duchowe oddychanie [żal doskonały]

Negacja grzechu jest dziś znakiem czasu. A Pan Bóg wciąż nas poucza, przypomina nam odwieczne prawdy biblijne. Dziś - jak sądzę - chce się posłużyć braćmi z innych kościołów chrześcijańskich, którzy przychodzą do nas z żywym świadectwem wiary w odpuszczenie grzechów, aby nam przypomnieć to, co było i jest w tradycji Kościoła katolickiego. Przecież wszystkich nas uczono, iż odpuszczenie grzechów uzyskuje się wzbudzając tzw. żal doskonały. Uczono nas, aby wzbudzić ten żal zaraz po grzechu, by nie czekać do spowiedzi. Bracia z ruchu Agape [znanego w Polsce jako Ruch Nowego Życia - przyp. MG] nazywają tę praktykę duchowym oddychaniem, my - żalem za grzechy - istota rzeczy jest ta sama: po popełnieniu grzechu zwracam się w wierze do Boga, w uznaniu, że On mnie miłuje, że zmarł na mnie na krzyżu, że chce mi darować grzechy i że ja tego Boga zasmuciłem swoim grzechem. Żal doskonały przynosi nam natychmiastowe odpuszczenie grzechów - BEZ SPOWIEDZI !

Czy po żalu doskonałym za grzechy, a miałem na sumieniu grzechy ciężkie, mogę przystąpić do Komunii św. bez spowiedzi, jeśli są zewnętrzne przeszkody w przystąpieniu do sakramentu pokuty? Np. jest jakaś uroczysta wspólnotowa Msza św. i powinienem przystąpić do Komunii św., a w konfesjonale nie ma księdza, albo jest wielu penitentów i nie zdążę się wyspowiadać, czy wtedy mogę przystąpić do Komunii św.? Teologia moralna uczy, że można w takim wypadku przystąpić do Komunii bez spowiedzi, ale potem trzeba pójść do spowiedzi i te grzechy jeszcze raz wyznać, CHOĆ SĄ JUŻ ODPUSZCZONE (!). Chodzi bowiem nie o to, aby "poprawić" odpuszczenie grzechów, lecz o to, że muszę pojednać się z Kościołem, ze wspólnotą.

Jest sprawą niesłychanie ważną to, że gdy w duchu głębokiej wiary rozwiążemy problem grzechu, to nasze życie chrześcijańskie może być pełne radości, pokoju, może być siłą naszego świadectwa.

Co zatem należy uczynić przedmiotem wiary? To, że odpuszczenie grzechów od chwili zbawczej śmierci Chrystusa na krzyżu jest rzeczywistością, która trwa, istnieje niezależnie od nas. Dlatego właśnie odpuszczenie grzechów jest sakramentem. Sakramenty bowiem są znakiem tej rzeczywistości tak pewnej i nieodwracalnej, że mogą być w każdej chwili, za pomocą znaku uobecnienia, jakby zaaplikowane, zastosowane wobec konkretnego człowieka. Oczywiście i człowiek musi spełnić określone warunki: Pan Bóg chce, aby przyjął on ofiarowane mu zbawienie w sposób wolny.

4. Magiczne pojmowanie sakramentu spowiedzi

Często spotykamy się z magicznym sposobem pojmowania sakramentów, z przypisywaniem im samym jakiejś mocy, w oderwaniu od zbawczego dzieła Chrystusa, jak gdyby zbawienie było faktem stwarzanym przez sakramenty. Tymczasem sakramenty same z siebie nie mają takiej mocy, albowiem mocą jest Chrystus i Jego dzieło zbawienia. W celu lepszego zrozumienia istoty sakramentu możemy posłużyć się takim porównaniem. Do korzystania z energii elektrycznej potrzebne jest gniazdko i wtyczka. Jednakże gniazdko samo z siebie nie dostarcza nam energii elektrycznej. Źródło tej energii znajduje się w elektrowni. Energia pochodzi z tego źródła, a nie z gniazdka. Wtyczka musi być podłączona do źródła tej energii, które znajduje się w elektrowni. Energia pochodzi z tego źródła, a nie z gniazdka. Ale jeśli chcę, aby przepływała przez żarówkę, czy inne urządzenie elektryczne, to muszę podłączyć je do gniazdka. W nim musi nastąpić połączenie. Sakrament jest miejscem połączenia człowieka ze źródłem mocy, miejscem włączenia go w dzieło zbawcze Chrystusa, z którego jedynie pochodzi moc sakramentu.

Nie mogę mieć wątpliwości, że Bóg przez Chrystusa odpuszcza mi grzechy. Jeśli wątpię, to kwestionuję dzieło Boga i Jego obietnice. Obietnica odpuszczenia grzechów wyrażana jest w Piśmie Świętym wielokrotnie. Chociażby w 1 J 1:8.9 : "Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeśli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości". Albo w 1 J 1:7: "Jeśli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Bożego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu".

5. O tym, jak oddychać duchowo - słów kilka

Na podstawie czego Bóg odpuszcza nam grzechy? Pismo św. i nauka Kościoła mówi, że odpuszczenie grzechów jest wyłącznie dziełem miłości, miłosierdzia Bożego, jest owocem śmierci zbawczej Chrystusa. Nikt i nic, żaden człowiek, żadne ludzkie dzieło, żadne uczynki pokutne, żadne umartwienia, żadne posty nie mogą nam wysłużyć u Boga odpuszczenia grzechów. Odpuszczenie grzechów dane jest nam za darmo, to łaska Boga. Nikt nie może powiedzieć: zgrzeszyłem, ale sam to naprawię, nie potrzeba mi żadnej łaski Boga, nie chcę miłosierdzia, rozpocznę życie takiej pokuty, takiej ascezy, umartwienia, że Bóg musi mi odpuścić grzechy. Podobne rozumowanie jest z gruntu błędne, to wielkie nieporozumienie, nikt nie może sobie wysłużyć zbawienia. Pismo św. zaświadcza o tym wiele razy. Oczywiście istnieje zadośćuczynienie, istnieją dobre uczynki, o które trzeba się starać, by przebłagać Boga za grzechy. Wszystko to jednak jest budowaniem na bazie przebaczenia, które najpierw jest całkowicie dziełem łaski Bożej.

Musimy o tym pamiętać w konkretnej sytuacji, gdy uświadomimy sobie, że zgrzeszyliśmy. Wówczas nasza reakcja nie może wyglądać tak: "Co teraz zrobić? Może jakoś wybronię się przed Bogiem? Może uda się to ukryć? Może jakoś to przed Nim zatuszuję? Przecież Pan Bóg zrozumie mnie jakoś. Spróbuję usprawiedliwić się jakoś, a jeśli się nie uda, to złożę w końcu tę ofiarę, pójdę na pielgrzymkę do Częstochowy, będę pościł, jakoś to naprawię". Nie tak, to jest fałszywa droga.

a. Przyznać się przed Bogiem w modlitwie do grzechu

Postępowanie właściwe to po pierwsze przyznać: stało się, już nie mogę niczego zmienić, to, co się stało weszło już do historii i nikt nie potrafi tego wymazać. Trzeba przede wszystkim spokojnie, trzeźwo powiedzieć: uznaję, zrobiłem coś, czego nie powinienem był robić, co nie zgadza się z wolą Bożą. Uznaję ten grzech przed Bogiem i mówię Mu: "Panie, stoję tu przed Tobą w prawdzie, zgrzeszyłem. Nie usprawiedliwiam się i nie tłumaczę". Często jest nawet taka sytuacja, że nie jestem zdolny osądzić, ile w tym naprawdę było mojej winy, ile niezawinionej słabości, czy to był grzech ciężki, czy lekki. Nie potrafię osądzić i nawet nie muszę. Zwracam się tylko do Pana i mówię: "Ty widzisz mój uczynek w całej prawdzie. Ja przyznaję Twój osąd, Twoją klasyfikację grzechu i wyznaję mój grzech".

b. To "przyznanie się" musi być połączone z żalem za grzech

Wyznanie grzechu to nie tylko proste stwierdzenie, iż zgadzamy się z osądem Boga o swoim postępowaniu. W przyjęciu bowiem Bożego osądu o sobie zawiera się także odwrócenie woli od tego postępowania, które jako złe potępiam w sobie, a to jest istotnym momentem żalu. Żal to przede wszystkim ocena uczynku, uznanie go za zło i nie podtrzymywanie go swoją wolą.

c. Oddać to, co się stało, Bogu i poprosić Go o odpuszczenie grzechu w imię Chrystusa i Jego śmierci

Potem jeszcze zwrot do Boga, oddanie tego, co się stało, w Jego ręce. W tym zwrocie wyraża się wiara w miłosierdzie Boga, w to, że Bóg chce mnie zbawić, że chce mnie wyrwać z grzechu, albowiem "Bóg nie chce śmierci grzesznika, ale aby się nawrócił i miał życie". Uznając Boże miłosierdzie, oddaję Bogu chwałę. I jeszcze jedno: trzeba nam wyraźnie powołać się na Chrystusa, na Jego zbawczą śmierć na krzyżu i prosić Boga o darowanie grzechów w imię Chrystusa i Jego śmierci.

Jeżeli po grzechu w ten sposób zwracam się do Boga, to ten zwrot zawiera w sobie istotne elementy żalu za grzechy. Jeżeli żałuję ze względu na miłość Boga, jeżeli żałuję dlatego, że działałem przeciw tej miłości, to mój żal nazwać można doskonałym.

d. Podziękować za odpuszczenie grzechu

Jeżeli w ten sposób, szczerze, na modlitwie, zwróciłem się do Boga, to teraz powinienem Panu podziękować za to, że mi odpuścił grzechy i zachowywać się tak (OD RAZU!), jak gdybym już nie miał grzechu. Jeżeli postępuję inaczej, to znaczy, że nie wierzę Bogu. Jest to niekonsekwencja.

e. Odejść z takiej modlitwy z pewnością, że grzech (bez względu na to, jak ciężki) został darowany

Skoro wierzę, uznaję i wyznaję moje grzechy, zwracam się do miłosierdzia Bożego, wzywam Chrystusa i w imię Jego męki, śmierci na krzyżu i krwi za mnie przelanej proszę o odpuszczenie grzechów, to muszę być pewny ich darowania.

Nie oznacza to dla nas, katolików, że nie potrzeba iść do spowiedzi, bo sakrament pojednania jest mimo to potrzebny, a w pewnych wypadkach nawet konieczny. Przeżywamy wtedy pojednanie z Bogiem na płaszczyźnie sakramentalnej, które jest dopełnieniem tego spotkania w wierze [w trakcie modlitwy], kiedy to Bóg odpuścił nam grzechy. Przeżywamy wtedy także pojednanie z Kościołem. Taki jest ustanowiony przez Boga porządek pojednania. Tak jest zawsze, przy każdym sakramencie: najpierw musi się dokonać na płaszczyźnie wiary to, co dokona się potem w sakramencie. A jeżeli dokona się na płaszczyźnie wiary, to skutek sakramentu został osiągnięty, nawet przed jego przyjęciem.

Uświadomienie sobie tej postawy pozwoli nam wyzwolić się ze skarłowaciałego życia chrześcijańskiego, z przytłoczenia grzechami. Musimy wyciągnąć konsekwencje z naszej wiary. Jeżeli wierzymy w zbawienie dokonane przez Chrystusa, jeżeli wierzymy w odpuszczenie grzechów, to za każdym razem, gdy uświadamiamy sobie, że zgrzeszyliśmy, że cos w naszym stosunku do Boga jest nie w porządku, że coś w nas pozostaje jeszcze nie oddane Bogu, a uświadamiamy sobie, uznajemy i wyznajemy to przed Bogiem, nawiązujemy właściwą relację z Bogiem. Wówczas to, co Bóg przez Chrystusa uczynił obiektywnie, staje się dla nas subiektywnym, staje się naszą osobową własnością. "Bo Bóg, który nas stworzył bez nas, nie chce nas odkupić bez naszego współdziałania". - jak wyraził prawo Bożej ekonomii zbawczej św. Augustyn. Bóg chce, abyśmy - jako osoby obdarzone świadomością i wolnością- weszli w rzeczywistość zbawienia, byśmy świadomie i w sposób wolny zaakceptowali to, co On nam ofiaruje. Możemy to uczynić w każdej chwili. Bo bowiem nigdy nie cofa swej obietnicy. Dlatego to teologia sakramentalna stwierdza, iż sakramenty działają ex opere operato, to znaczy, ze działają nie na mocy ludzkiej zasługi i ludzkiego wysiłku, lecz mocą swego dzieła zbawczego Chrystusa, które uobecnia się w sakramencie. Od nas oczekuje Bóg świadomego i wolnego aktu wiary. Oczekiwanie Boga możemy spełnić dzięki Duchowi Świętemu, który działa w nas, przez naszą osobę i naszą wolność.

6. Pewność wiary a pewność wytrwania do końca

W tym kontekście trzeba jeszcze, choć po krótce, omówić zagadnienie, wzbudzające kontrowersje Kościoła katolickiego i Kościołów protestanckich. Mianowicie, problem tzw. pewności zbawienia. Przyczyną kontrowersji jest nieprecyzyjne rozróżnianie pojęć: pewności wiary, pewności zbawienia i łaski wytrwania do końca. Otóż, jeżeli stoimy w obliczu Boga i Jego Słowa i jesteśmy wezwani do wiary w nie, to naszą odpowiedzią może być tylko wiara, której przedmiotem jest pewność. W tym właśnie znaczeniu mówimy o pewności wiary. Jeżeli w Piśmie świętym spotykamy się z obietnicą zbawienia: "Kto wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?", cóż mamy wówczas odpowiedzieć? Oczywiście możliwa jest tylko jedna odpowiedź: WIERZĘ! Czy jesteś pewny swej wiary? - Nie mogę inaczej odpowiedzieć, jak: JESTEM PEWNY! Czy jesteś pewny zbawienia? - w tym kontekście - OCZYWIŚCIE!

Innym zagadnieniem jest tzw. łaska wytrwania do końca. To właśnie zagadnienie jest źródłem kontrowersji między katolikami i protestantami. Co innego pewność wiary, a co innego pewność wytrwania do końca w łasce. Wiara, która nie jest pewna, nie jest wiarą. Pewność jest nierozdzielnie związana z wiarą. Wątpienie we wierze jest grzechem, tak naucza Kościół. Kościół katolicki odrzuca jednak postawę pewności wytrwania do końca. Pismo św. mówi przecież również o takich wypadkach, że ktoś wszedł na drogę wiary, ale na niej nie wytrwał. Powtórzmy raz jeszcze: naszą odpowiedzią na Słowo Boże, skierowane do nas, musi być pewna, niewzruszona wiara. Taka wiara daje radość, poczucie wyzwolenia, daje moc, uzdalnia do świadectwa. Świadectwo człowieka niepewnego w swej wierze nie jest świadectwem. Dlatego też ogromna liczba chrześcijan nie daje świadectwa, bo nie jest pewna.

Rozumiemy teraz, że problem pewności wiary, wiary w odpuszczenie grzechów, jest istotnym zagadnieniem w ewangelizacji. Rozwiązanie tego problemu przez każdego osobiście z Bogiem na modlitwie jest warunkiem skuteczności świadczenia o Bogu. Ważne jest, aby to, co nasi bracia z "Agape" nazywają duchowym oddychaniem, stało się dla nas powszechnym. Wtedy będziemy mogli naprawdę pójść do ludzi z radosna nowiną, a nie z kolejną hipotezą, która ma ludziom pomóc. Wtedy pójdziemy głosić innym to, czegośmy sami doświadczyli, czego jesteśmy pewni.

 

DUCH ŚWIĘTY W ŻYCIU CHRZEŚCIJAŃSKIM

Tematem tej konferencji będzie zagadnienie niesłychanie ważne, mianowicie rola Ducha Świętego w naszym życiu chrześcijańskim. Aby zrozumieć, na czym polega ta rola, zwróćmy uwagę na sytuację i postawę Apostołów przed i po zesłaniu Ducha Świętego. Przez trzy lata przebywali codziennie z Jezusem, byli świadkami Jego życia, cudów, które czynił. Mieli najlepszego nauczyciela, jakiego kiedykolwiek miała grupa uczniów, a jednak Ewangelia wielokrotnie stwierdza, że byli uczniami niepojętnymi. Chrystus często wyrzuca im brak zrozumienia, pojawia się wśród nich zazdrość, ludzkie ambicje, czasami ogarnia ich lęk. Chrystus jednak znosi ich ze wszystkimi tymi ludzkimi słabościami. Wie o tym, że wszyscy Go opuszczą w chwili, kiedy przyjdzie godzina męki i śmierci. Zapowiada im to: "uderzą w pasterza, a owce się rozproszą". Piotrowi przepowiada, że trzykrotnie się go zaprze. A kim byli uczniowie Chrystusa przed zmartwychwstaniem i przed zesłaniem Ducha Świętego? Brak im było czegoś, co mogłoby z nich uczynić pojętnych uczniów Chrystusa. Chrystus wie o tym i zapowiada im zesłanie Ducha Świętego - Pocieszyciela, Ducha Prawdy, który ich wszystkiego nauczy i który wszystko im przypomni. W dzień Pięćdziesiątnicy Chrystus spełnia tę obietnicę - zsyła im Ducha Świętego. Apostołowie zostali Nim napełnieni i odtąd ich życie zmieniło się radykalnie. Stali się nieustraszonymi świadkami, idą na cały świat, aby dać świadectwo o Chrystusie i Jego zmartwychwstaniu. Nie boją się, za to swoje świadectwo oddają w ofierze swoje życie.

Spójrzmy teraz na przeciętnych, współczesnych chrześcijan. Poziom ich życia można by porównać z życiem apostołów przed zmartwychwstaniem i zesłaniem Ducha Świętego. Wielu z tych chrześcijan zachowuje się jak ludzie niewierzący. Ich życie jest jakieś bezpłodne, są zawiedzeni, sfrustrowani, nie mają pewności swojej wiary, nie żyją nadzieją chrześcijańską, nie są zdolni do dawania świadectwa. Chrześcijanie pierwszego pokolenia, kierowani Duchem Świętym, dokonali największej rewolucji w dziejach świata. Dziś sytuacja jest, można by powiedzieć, tragiczna. Tysiące chrześcijan nawet nie wie, kim jest Duch Święty, nie mówiąc już o życiu wg Ducha. Ogromna ilość chrześcijan nie wie, jak posiąść moc Ducha Świętego.

Jest wielka różnica pomiędzy Kościołem pierwszego pokolenia a Kościołem współczesnym i pytamy się, co się stało. Wszak nic się nie zmieniło w Bożym planie zbawienia, nic się nie zmieniło w sposobie działania Boga, w prawach działania Boga. Obietnice Boga są wciąż aktualne, Bóg jest wierny swoim obietnicom. On nie wycofał się ze swoich zobowiązań, Jego moc się nie umniejszyła, a jednak chrześcijanie współcześni w większości nie potrafią korzystać z tej mocy. Co się stało, dlaczego tak jest? Wszystko zależy od nas, od naszej wiary i dlatego w chwili obecnej, kiedy głoszenie Ewangelii stało się sprawą tak naglącą, tak palącą, kiedy to wciąż jeszcze ogromna liczba ludzi żyjących na świecie nie słyszała Ewangelii o Jezusie Chrystusie, kiedy głoszenie tej Ewangelii, wypełnienie nakazu misyjnego Chrystusa, staje się sprawą coraz bardziej naglącą, w tej chwili musimy wpatrywać się w przykład pierwszych chrześcijan, musimy nauczyć się żyć Duchem Świętym, Jego mocą, tak, jak oni. Musimy się od nich nauczyć, jak napełniać się Duchem Świętym. Dlatego w tej chwili orędzie o tym, jak napełnić się Duchem Świętym, jak żyć w Duchu Świętym, jest orędziem absolutnie najważniejszym. Jeżeli się tego nie nauczymy, jeżeli tego nie zrozumiemy, nie wypełnimy nakazu Pana wobec współczesnych nam ludzi.

Dlatego w tej konferencji chciałbym odpowiedzieć na sześć pytań. Pytanie pierwsze: Kim jest Duch Święty? Pytanie drugie: Dlaczego Duch Święty został przez Chrystusa posłany? Pytanie trzecie: Co to znaczy być napełnionym Duchem Świętym? Pytanie czwarte: Dlaczego tylu chrześcijan nie może dzisiaj powiedzieć o sobie, że są napełnieni Duchem Świętym? Pytanie piąte: Jak można zostać napełnionym Duchem Świętym? I wreszcie pytanie szóste: Jak trwać w życiu według Ducha Świętego?

1. Kim jest Duch Święty?

Pytanie pierwsze: Kim jest Duch Święty? Odpowiedź zawarta w Piśmie Świętym, w nauce Kościoła jest jasna: Duch Święty jest Bogiem. Nie jest On jakąś bezosobową mocą Bożą, nie jest tylko działaniem Bożym. Duch Święty jest osobą i posiada naturę Bożą, tak, jak Ojciec i Syn, Jest trzecią Osobą Trójcy Przenajświętszej, równym Bogu Ojcu i Synowi. Jest jeden Bóg w trzech Osobach. Te trzy Osoby, to Ojciec, Syn i Duch Święty. Każda z tych trzech Osób Bożych ma swój udział w dziele zbawienia. Bóg Ojciec dokonał zbawiania przez to, że zesłał nam swojego Syna Jednorodzonego, Jezusa Chrystusa. Ojciec wraz z Synem zsyłają nam Ducha Świętego. Działanie poszczególnych Osób bożych można wyrazić w tej formule, że nasze życie (nowe życie, otrzymane dzięki dziełu odkupienia) jest życiem dziecięctwa Bożego, życiem skierowanym do Boga, naszego Ojca, przez Chrystusa, naszego Pośrednika i Zbawiciela, w mocy Ducha Świętego (w Duchu Świętym).

2. Dlaczego Chrystus zesłał nam Ducha Świętego?

Pytanie drugie: Dlaczego Chrystus zesłał nam Ducha Świętego? Ewangelia mówi - i to słowami Chrystusa - o kilku istotnych owocach i skutkach przyjęcia Ducha Świętego.

2.1. Duch święty sprawia nowe narodzenie poprzez przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela

Po pierwsze. Duch Święty sprawia w nas nowe narodzenie; nowe narodzenie, które jest warunkiem wejścia do Królestwa Bożego, czyli do nowego życia w Bogu, w jedności z Bogiem. Chrystus mówi do Nikodema: zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego (J 3:3; por. J 1:12.13). Duch Święty jest sprawcą nowego życia, jakiegoś początku, jakiegoś decydującego zwrotu w nas - i to Pismo Święte nazywa nowymi narodzinami. Duch Święty jest więc absolutnie konieczny do tego, abyśmy się na nowo narodzili, abyśmy rozpoczęli nowe życie.

2.2. Duch święty pozwala nam poznać prawdę

Dalej. Duch Święty daje nam poznanie prawy, tej prawdy, którą przyniósł nam Chrystus. Bez Ducha Świętego nie jesteśmy w stanie przyjąć tej prawdy wiarą, wiarą pewną, niewzruszoną, tak, żeby na tej wierze móc oprzeć swoje życie. Dlatego mówi Chrystus: "Jednakże mówię wam prawdę: pożyteczne jest dla was Moje odejście, bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was, a jeżeli odejdę, poślę Go do was" (J 16:7). I dalej mówi Chrystus: "Gdy zaś przyjdzie On, Duch prawdy, poprowadzi was do całej prawdy, bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi"(J 16:13n).

Duch Święty nie przynosi nam nowych treści, nowej prawdy w stosunku do tej, którą przyniósł nam Chrystus, ale prawdę tę jak gdyby umieści w naszym wnętrzu, wzbudzi w nas wiarę, bez której słowo Chrystusa nie stanie się dla nas słowem Bożym, które możemy przyjąć bez jakiejkolwiek wątpliwości. Tylko w Duchu Świętym możemy przyjąć jako prawdę Chrystusową naukę. Nie wystarczy do tego zwyczajna inteligencja, wiedza, rozum, dobra pamięć, bo - jak mówi psalmista - "w Twej światłości oglądamy światłość" (Ps 36:10). Musimy mieć w sobie wewnętrzne światło Ducha Świętego, abyśmy mogli poznać Chrystusa jako światłość, abyśmy mogli poznać tę światłość, którą Chrystus przekazuje nam przez swoje Słowo i przez swoje życie. A więc od strony treści Duch Święty nie przynosi nic nowego w stosunku do tego, co przyniósł Chrystus, ale bez Ducha Świętego cała ta treść pozostałaby jak gdyby na zewnątrz nas. Nie moglibyśmy sobie tej treści wewnętrznie przyswoić tak, aby stała się ona dla nas treścią naszego życia. Duch Święty jak gdyby uwewnętrznia to życie, które przyniósł Chrystus. Staje się ono wówczas naszą wewnętrzną własnością i zaczynamy nim żyć. Dlatego porównuje się Ducha Świętego do strumienia żywej wody, tryskającej z naszego wnętrza. Dzięki Duchowi Świętemu jest w nas nowe życie.

3. Co to znaczy zostać napełnionym Duchem Świętym?

Trzecie pytanie: Co to znaczy zostać napełnionym Duchem Świętym? Po tym, co zostało powiedziane przed chwilą, odpowiedź: "być napełnionym Duchem Świętym to być napełnionym Chrystusem", nie powinna być dla nas zaskoczeniem, bo mówiliśmy, że Duch Święty nie przynosi nowych treści, tylko sprawia, że to, co było gdzieś na zewnątrz nas, to, co stało się przed tysiącami lat, nagle staje się obecne, jest żywe w nas.

Kiedy otrzymuję Ducha Świętego, jestem Nim napełniony, to mogę powiedzieć o sobie to, co powiedział św. Paweł: "Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus" (Ga 2:20).

Co to znaczy, że Chrystus żyje we mnie, a ja żyję w Chrystusie? Życie polega na tym, żeby myśleć i żeby działać. Jeżeli we mnie mieszka Chrystus, a ja mieszkam w Chrystusie, to znaczy, że ja zaczynam myśleć tak, jak myśli Chrystus, zaczynam tak postępować, tak działać, jak działa Chrystus. Zastanawiam się w konkretnej sytuacji, jak postąpił by teraz Chrystus i staram się postępować tak samo i wtedy żyję w Chrystusie i Chrystus żyje we mnie. Duch Święty sprawia więc nasze osobowe zjednoczenie z Chrystusem, sprawia, że przeżywamy nasze życie jako "my z Chrystusem". Wyjaśni to pewne porównanie. Jeżeli dwie osoby, dwóch ludzi, się miłuje, to najpierw stanowią oni "ja" i "ty". Ale miłość wyraża się w tym, że oni wzajemnie patrzą na siebie, patrzą sobie w oczy i wtedy dochodzi do tego, że już nie są "ja" i "ty", ale są "my", bo to samo myślą, to samo czują, patrzą razem w tym samym kierunku, mają te same dążenia i to samo czynią. I to jest owoc miłości. Miłość czyni człowieka przy tym w pełni wolnym, człowiek nie staje się przy tym niewolnikiem, bo on z miłości, dobrowolnie, chce spełniać życzenia drugiej strony, którą miłuje, dlatego nie jest to żadne zniewolenie, ale pełna wolność. Podobnie jeżeli my zaczynamy myśleć razem z Chrystusem, pragnąć tego, czego on pragnie, czynić to, co On czyni, stajemy się "my" z Nim, stajemy się jedno z Nim i na tym polega nasze pełne wyzwolenie. Chrystus daje mi siebie, a ja daję siebie Chrystusowi. Właśnie miłość to wzajemne oddanie siebie.

4. Dlaczego tylu chrześcijan nie może powiedzieć o sobie, że są napełnieni Duchem Świętym?

Teraz, kiedy już wiemy, co to znaczy być napełnionym Duchem Świętym, możemy zadać czwarte pytanie: Dlaczego tylu chrześcijan nie może powiedzieć o sobie, że są napełnieni Duchem Świętym? Jeżeli napełnienie Duchem Świętym jest czymś tak wspaniałym, to dlaczego tylu ludzi z tego nie korzysta? Można wymienić tutaj dwa powody. Pierwszy powód: brak poznania, barak wiedzy. Drugi powód: brak wiary.

4.1. Niewiedza

Ludzie po prostu nie wiedzą o tym, co to znaczy być napełnionym Duchem Świętym, bo nikt im o tym nie mówi. Gdyby wiedzieli, z pewnością większość zapragnęłaby napełnienia Duchem Świętym. Niestety jednak, brak świadectwa. Nauczanie urzędowe w kościołach jest często sformalizowane, suche, ujęte w abstrakcyjne formy. Nie jest to świadectwo o życiu i dlatego ludzi to nie interesuje, ich to nie przekonywa. Z chrześcijanami jest często podobnie, jak z człowiekiem, który posiadał wprawdzie ziemię, ale nieurodzajną i nie mógł z niej wyżyć i dlatego pracował jako pasterz. Pewnego dnia przyszli do niego geolodzy i zapytali się, czy mogliby na jego gruncie przeprowadzić wiercenia w poszukiwaniu ropy. Zgodził się i stał się potem nagle bogatym człowiekiem, bo znaleziono na jego ziemi bogate złoża ropy. Podobnie jest z wielu chrześcijanami: mają oni prawo do tych bogactw życia według Ducha Świętego. Są te bogactwa jak gdyby ich własnością, ale oni o tym nie wiedzą, oni z tego nie korzystają i dlatego trzeba rozbudzić ich wiarę, aby te dary Ducha Świętego, które są jak gdyby złożone do ich dyspozycji, naprawdę świadomie przyjęli i wykorzystali.

4.2. Brak wiary

Wielu znów dlatego nie napełnia się Duchem Świętym, bo boją się zrezygnować z własnego egoizmu. Co też - myślą sobie - Chrystus ode mnie zażąda, kiedy uznam Go za swojego Pana i poddam Mu swoje życie? Na tronie naszego serca zasiada często nasze ja, nasz egoizm i on nie chce być zdetronizowany. Dlatego ci ludzie nie chcą być napełnieni Duchem Świętym, bo broni się przed tym egoizm, który jest zakorzeniony w ich sercu.

5. Jak można zostać napełnionym Duchem Świętym?

Z kolei postaram się odpowiedzieć na pytanie piąte, najważniejsze, mianowicie: Jak można zostać napełnionym Duchem Świętym? Odpowiedź to pytanie jest pozornie prosta:

zostajemy napełnieni Duchem Świętym w ten sam sposób, w jaki zostajemy chrześcijanami, a więc dochodzimy do tego stwierdzenia, że napełnienie Duchem Świętym dokonuje się przez wiarę.

Pytanie teraz dalsze: jak trzeba przygotować się do napełnienia Duchem Świętym? Jakie musimy spełnić warunki, aby to napełnienie Duchem Świętym stało się rzeczywistością w naszym życiu?

5.1. Pragnąć napełnienia Duchem Świętym

Przede wszystkim trzeba pragnąć napełnienia Duchem Świętym. Pragnienie jest konsekwencją wiary. Jeżeli już wiem, jeżeli wierzę, to pragnę, aby się to w moim życiu spełniło. Pragnienie jest konsekwencją wiary, bo przedmiotem wiary jest obietnica Boża i chcę, żeby ta obietnica się spełniła. Musimy więc tego napełnienia pragnąć, pragnąć dla wierzącego to znaczy modlić się, bo nasze pragnienie wobec Boga wyrażamy w modlitwie. Pragnąć napełnienia Duchem Świętym to modlić się o nie, ale w oparciu o słowa obietnicy Chrystusa: "Otrzymacie moc zstępującego, przychodzącego na was Ducha Świętego. Duch Święty, Pocieszyciel, wszystkiego was nauczy" (J 14:26). Chrystus obiecał, uwierzyłem Jego słowu, ale On chce, abym dobrowolnie otworzył się na ten obiecany dar i dlatego muszę pragnąć i modlić się.

5.2. Wyznać grzechy

Muszę także usunąć przeszkody, nie pozwalające mi przyjąć Ducha Świętego. Taką przeszkodą jest przede wszystkim grzech. Muszę więc uznać i wyznać mój grzech, aby otrzymać jego odpuszczenie.

5.3. Rezultat: pewność napełnienia Duchem Świętym

Skoro wszystkie te warunki są spełnione, mogę być przekonany i pewny, że zostałem napełniony Duchem Świętym. Muszę tak postępować, jakbym był napełniony Duchem, to znaczy postępować według Słowa Bożego, postępować według woli Chrystusa, czynić to, co się Jemu podoba, poddać się Jego kierownictwu. Na tym polega życie według Ducha, które jest konsekwencją napełnienia Duchem Świętym. Nie muszę więc oczekiwać nadzwyczajnych dowodów, znaków napełnienia Duchem Świętym, ale opierając się na wierze, na obietnicy Chrystusa, mogę być pewnym, że jestem napełniony Duchem, że jest On do mojej dyspozycji i muszę po prostu postępować według Ducha. Dla zrozumienia tego przykład: jeżeli mam pieniądze w banku, to nie muszę pójść do kasjera i prosić go, żeby mi zechciał wydać te moje pieniądze. Wystarczy, że podpisuję czek, bo te pieniądze są do mojej dyspozycji. Otóż podobnie jest z napełnieniem Duchem Świętym. Jeżeli spełniłem warunki, jestem pewny, że mam Ducha Świętego, On jest jak gdyby do mojej dyspozycji i muszę tylko podpisać czek, to znaczy muszę swoją wolą tak postępować, jak gdybym miał Ducha Świętego do mojej dyspozycji i na pewno mnie nie zawiedzie. Napełnienie Duchem Świętym jest więc po prostu pewnym sposobem, pewnym stylem życia, polegającym na tym, że w każdej chwili, w każdej sytuacji poddaję się kierownictwu Chrystusa i Jego Ducha. Jeżeli mam taką wolę i takie nastawienie, to Duch Święty jest zawsze wtedy do mojej dyspozycji, bo On chce, ażebym postępował zgodnie z wolą Chrystusa, żeby Chrystus żył we mnie.

Jeszcze trzeba dodać, że to napełnianie Duchem Świętym nie jest czymś jednorazowym w naszym życiu, ale dokonuje się ciągle. Ile razy w wierze zwracam się do Chrystusa w gotowości poddania się Jego słowu i Jego woli, tyle razy napełniam się Duchem Świętym. Dlatego mówi Pismo Święte w Liście do Efezjan: "Napełniajcie się Duchem Świętym" (Ef 5:18). Chodzi tutaj o pewną stałą funkcję w życiu chrześcijańskim.

6. Jak trwać w życiu według Ducha?

Jeszcze pozostało nam do rozważenia pytanie ostatnie: Jak trwać w życiu według Ducha? Jak przeciwdziałać pewnej chwiejności, zmienności nastrojów, zniechęceniom, jakie często pojawiają się w naszym życiu chrześcijańskim? Można tutaj wskazać na pewne zasady, pewne rady, zawarte w Piśmie Świętym.

6.1. Duchowe oddychanie

Po pierwsze: trzeba często zadawać sobie pytanie, np. codziennie wieczorem przy modlitwie, przy rachunku sumienia: kto naprawdę zasiada na tronie w moim sercu? Kto naprawdę kieruje, czy kierował dzisiaj moim życiem: czy mój egoizm, moje samolubstwo, czy też Chrystus? Jeżeli stwierdzę, że znowu w danym dniu, w takiej czy innej sytuacji, zwyciężył mój egoizm, że popełniłem grzech, postąpiłem egoistycznie, nie poddałem się kierownictwu Jezusa, to wtedy uznaję i wyznaję ten mój błąd i przez to otrzymuję odpuszczenie mojego grzechu i znowu wszystko jest w porządku. Wracam do Chrystusa, na nowo poddaję się Jego kierownictwu, licząc na Jego miłosierdzie. Muszę więc praktykować codziennie tak zwane duchowe oddychanie, albo też doskonały żal za grzechy i w ten sposób zapewniam pewną stałość życia według Ducha i kierownictwa Chrystusa w moim życiu.

6.2. Czujność

Następna zasada: trzeba pamiętać, że życie chrześcijańskie jest nieustanną walką z wrogami naszego zbawienia. Tymi wrogami według Pisma Świętego są: świat, ciało i szatan, albo też - jak mówi św. Jan - potrójna pożądliwość: pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pycha żywota. Potrzebna jest więc nieustanna czujność, aby nie ulegać w tej duchowej walce.

6.3. Nie polegać na uczuciach, ale na Słowie Bożym

Po czwarte trzeba pamiętać, abyśmy w swoim życiu nie polegali na uczuciach, ale na wierze, bo uczucia są z natury zmienne, niezależne od nas. Jeżeli się im poddajemy, przeżywamy ciągłe wzloty i upadki, jesteśmy igraszką zmiennych nastrojów. Wiara natomiast sprawia, że opieram się na Słowie Bożym, które jest niezmienne i niewzruszone. I wreszcie jeszcze jedna zasada: trzeba trwać w postawie nieustannego dziękczynienia w zgodzie ze słowami Pierwszego Listu do Tesaloniczan: "W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was" (Tes 5:18). Jest to niesłychanie owocna praktyka, bo jeżeli zawsze staram się dziękować, to wtedy przyjmuję boży sposób patrzenia, wartościowania w swoim życiu i dzięki temu moje życie jest kierowane przez Boga i Jego Ducha. Takie są najważniejsze zasady na drodze życia według Ducha. W różnych ruchach odnowy mówi się o napełnieniu Duchem Świętym, o wylaniu Ducha, o życiu według Ducha, o chodzeniu w Duchu. W naszym Ruchu Światło-Życie, tak zwanym Ruchu "oazaowym", tę samą rzeczywistość wyrażamy w znaku - symbolu Fos-Dzoe, Światło-Życie. Światło to Słowo Boże, któremu poddajemy swoje życie. Jeżeli nasze jest w pełnej harmonii ze światłem Słowa Bożego, ze światłem Chrystusa, to wtedy prowadzimy życie w Duchu. I chodzi o to samo, chociaż w inny sposób to wyrażamy, bo życie w Duchu to życie kierowane przez Chrystusa, przez Jego Słowo, przez Jego wolę.

I teraz chciałbym każdemu z was postawić pytanie: czy pragniesz być napełniony Duchem Świętym? Czy pragniesz żyć pod Jego kierownictwem, czy pragniesz być wyposażonym w Jego moc? Jeżeli tak, to módl się teraz ze mną:

Boże Ojcze wyznaję, że Ciebie potrzebuję, że nie mogę żyć bez Ciebie. Uznaję i wyznaję, że dotąd sam kierowałem swoim życiem i wynikiem tego było to, że grzeszyłem często przeciw Tobie. Dziękuję Ci, że przebaczyłeś mi moje grzechy przez śmierć Chrystusa, Twojego Syna na krzyżu. Zapraszam Chrystusa do mego życia, aby On nim kierował. Napełnij mnie przez Niego Duchem Świętym, tak jak obiecałeś. Proszę o to z wiarą. Modlę się w imię Jezusa, a ponieważ wierzę, to już teraz dziękuję Ci za to, że napełniłeś mnie Duchem Twoim i Duchem Jezusa. Pozwól mi trwać w życiu według Ducha. Niechaj Twój Duch odtąd mnie prowadzi. Amen.

ŚWIADECTWO W DUCHU ŚWIĘTYM

1. Wstęp

Mówić będziemy w tej konferencji o dawaniu świadectwa w Duchu Świętym nie w znaczeniu dawania świadectwa o swoim spotkaniu z Chrystusem na jakimś zgromadzeniu chrześcijan, czy podczas rekolekcji ewangelizacyjnych, ale w znaczeniu prowadzenia ludzi do Chrystusa zawsze i wszędzie oraz wykorzystywania każdej okazji do mówienia o Chrystusie i uznawaniu tego za najważniejsze zadanie swego życia.

2. Co to znaczy być chrześcijaninem?

W jaki sposób mamy dojść do takiego sposobu świadczenia o Chrystusie? Uczestniczymy w tym szkoleniu animatorów właśnie po to, aby się tego nauczyć. Na wstępie tej konferencji musimy stwierdzić, że dawanie świadectwa wyrasta z pewnej świadomości ogólnej chrześcijanina, z pewnej koncepcji życia chrześcijańskiego. Jeżeli postawimy pytanie: co to znaczy być chrześcijaninem?, to otrzymamy na to pytanie różne odpowiedzi.

2.1. Odpowiedź człowieka nienarodzonego na nowo

W naszych środowiskach - katolików - z pewnością najczęściej usłyszymy, że być chrześcijaninem to znaczy być ochrzczonym, chodzić do kościoła w niedzielę, wierzyć w to, czego naucza Kościół, spełniać przykazania, przyjmować sakramenty święte. Otóż w świadomości ludzi, którzy w ten sposób odpowiadają na to pytanie, być chrześcijaninem oznacza przede wszystkim spełnianie pewnych praktyk, czy spełnianie pewnych warunków, które trzeba wypełnić, aby można było powiedzieć: "jestem chrześcijaninem". Chodzi tu przy tym przeważnie o warunki jakieś formalne, zewnętrzne, można by powiedzieć nawet - organizacyjne. Tak niektórzy rozumują: należę do organizacji, która nazywa się Kościół katolicki, muszę więc spełniać pewne warunki przynależności do tej organizacji.

2.2. Odpowiedź człowieka narodzonego na nowo

To jest jedna forma dawania odpowiedzi na pytanie, co to znaczy być chrześcijaninem, ale możemy spotkać jeszcze inny sposób odpowiadania na to pytanie. Możemy kogoś zapytać: co uważasz za najważniejsze przeżycie w swoim dotychczasowym życiu? Jeżeli usłyszymy odpowiedź: "Najważniejszym przeżyciem w moim dotychczasowym życiu było poznanie Chrystusa i przyjęcie Go jako mojego Pana i Zbawiciela", jeżeli usłyszymy taką odpowiedź, możemy postawić wtedy drugie pytanie: "Co, twoim zdaniem , najlepszego możesz uczynić dla drugiego człowieka, aby mu pomóc?" Jeżeli wtedy otrzymam odpowiedź: "Mogę pomóc temu człowiekowi w tym, żeby i on poznał Chrystusa i przyjął Go jako swojego Pana i Zbawiciela", to o takim człowieku, który tak mówi, można powiedzieć: on jest naprawdę chrześcijaninem, bo dla niego najważniejszą sprawą życia jest Chrystus, przyjęcie Chrystusa i dzielenie się z innymi radością z przyjęcia Chrystusa.

3. Dawanie świadectwa jako naturalna konsekwencja przyjęcia Jezusa

Zwróćmy uwagę, jaka jest duża różnica pomiędzy tymi dwoma postawami. Jeden uważa: być chrześcijaninem, to znaczy takie czy inne spełniać praktyki. Ale wśród tego wszystkiego można właściwie zagubić Chrystusa, Chrystus nie jest wcale sprawą najważniejszą. I właśnie jeżeli ktoś w ten sposób pojmuje swoje bycie chrześcijaninem, to czy taki człowiek będzie zdolny do dawania świadectwa? Dla tego człowieka nie będzie rzeczą oczywistą, że dawanie świadectwa należy do istoty chrześcijaństwa. Natomiast kto przeżył spotkanie Chrystusa jako najważniejsze wydarzenie w swoim życiu, to dla niego jest sprawą oczywistą, że musi się tym dzielić, że musi o tym świadczyć, musi dawać świadectwo. Co by było, gdyby chrześcijanie pierwszych pokoleń tak pojmowali swoje chrześcijaństwo: jako wypełnianie pewnych praktyk czy warunków organizacyjnych? Czy my dzisiaj bylibyśmy chrześcijanami? Na pewno nie. Ale oni przeżywali swoje spotkanie z Chrystusem jako rzecz najradośniejszą w życiu, dzielili się tym wszędzie i dzięki temu świadectwo o Chrystusie się rozchodziło, było przekazywanie od jednego człowieka do drugiego, przechodziło od jednego narodu do drugiego, od jednego pokolenia do następnego i dzięki temu świadectwu my jesteśmy dzisiaj chrześcijanami.

Ale czy następne pokolenia będą chrześcijańskie, jeżeli my nie zrozumiemy, że naszym podstawowym obowiązkiem chrześcijańskim jest dawanie świadectwa? Świadectwo jest więc prostą konsekwencją życia chrześcijańskiego, ale życia pojętego właśnie jako spotkanie z Chrystusem w Duchu Świętym. Jeżeli tak pojmujemy życie chrześcijańskie, to dawanie świadectwa jest dla nas jakąś prostą konsekwencją.

Niestety, tylu chrześcijan współczesnych zatraciło zdolność dawania świadectwa. Ich świadectwo jest słabe i dzięki temu coraz więcej ludzi, ochrzczonych wprawdzie, przestaje być chrześcijanami i dzięki temu tylu ludzi w świecie współczesnym nie słyszało jeszcze o Chrystusie. Ktoś obliczył, że w tradycyjnych środowiskach chrześcijańskich trzeba około tysiąca chrześcijan świeckich i czterech duchownych, aby jednego człowieka w ciągu roku przyprowadzić do Chrystusa. Dlaczego tak jest? Wydaje się, że jest z nami podobnie jak z Szymonem Piotrem. Przypominamy sobie tę scenę ewangelii, kiedy to Chrystus, który nauczał tłumy z łodzi "Piotrowej", powiedział potem: "Wypłyń na głębię i zarzuć sieci". A Piotr wtedy mówi: "Panie, całą noc żeśmy pracowali i niceśmy nie ułowili, ale na Twoje słowo zarzucę sieci". I kiedy zarzucił sieci na nowo, na słowo Chrystusa, zagarnął tyle ryb, że sieci się rwały i z trudem mogli te ryby wyciągnąć na brzeg. Otóż każdy z nas może przeżyć taki moment w swoim życiu. Każdy z nas mówi, albo powinien mówić, do Chrystusa na modlitwie: Panie, tyle się trudziłem, dziesięć lat, może dwadzieścia, może trzydzieści jestem chrześcijaninem, uważam, że prowadzę życie chrześcijańskie, modlę się, chodzę do kościoła, ale nikogo jeszcze nie przyprowadziłem do Ciebie. Nie wolno nam wątpić, że kiedyś taka chwila nastąpi, bo przecież jest wolą Chrystusa, ażebyśmy Go przyjęli jako swojego Pana i Zbawiciela i żebyśmy innym głosili tę radość, to szczęście, jakie płynie z przyjęcia Go i życia z Nim.

4. Dziewięć zasad owocnego dawania świadectwa o Chrystusie

Chciałbym w tej konferencji przekazać pewne wypróbowane już przez wielu ludzi zasady owocnego dawania świadectwa Chrystusowi. Tych zasad jest dziewięć. Krótko je przedstawię.

4.1. Musisz być pewien, że narodziłeś się na nowo

Zasada pierwsza. Zasada ta domaga się pewności, że Chrystus jest moim Panem i Zbawicielem, pewności, że Chrystus wszedł w moje życie. Chodzi o pewność opartą na obietnicy Chrystusa, na Jego słowie (por. Ap 3:20; J 1:12.13; 1 J 5:11-13). Jest to warunek konieczny, albowiem z tej pewności dopiero wypływa przekonanie, że trzeba iść do innych ludzi aby to głosić, że mamy do przekazania coś radosnego, coś, co innym jest potrzebne, co także im da radość, pokój, szczęście. Jeżeli sam nie doświadczyłem tego, to nie będę odczuwał żadnej potrzeby, żeby świadczyć o tym wobec innych i dlatego tego momentu, tego warunku nie można pominąć. Nie idziemy do ludzi po to, aby ich czegoś nauczyć, jak na przykład nauczyciel, który uczył się matematyki, fizyki, historii przekazuje innym te wiadomości. Naszym zadaniem jest świadczyć o Chrystusie, o żywej osobie. Musimy z tą żywą osobą najpierw nawiązać kontakt bezpośredni, bliski, musimy w Niego uwierzyć, do Niego się modlić, Jemu polecać swoje problemy życiowe. Dopiero wtedy, kiedy Chrystus jest naprawdę moim przyjacielem, kiedy mam do Niego osobowy, bezpośredni jakiś stosunek, wtedy dopiero mogę iść głosić, dawać świadectwo. Muszę się narodzić na nowo, mówiąc innymi słowami, bo właśnie te nowe narodzimy w Duchu Świętym polegają na takim osobowym, bezpośrednim przyjęciu Chrystusa i trwaniu w takim kontakcie z Nim. Wiara w znaczeniu biblijnym to jest bezpośrednia relacja "ja"-"ty", to jest pierwszy dar Ducha Świętego w nas. Otóż na tej relacji, na tym bezpośrednim przeżywaniu kontaktu z Chrystusem opiera się całe świadczenie, dopiero wtedy odczuwam wewnętrzną potrzebę dawania świadectwa i moje świadectwo może być przekonywujące.

4.2. Każdy twój grzech musi być wyznany w modlitwie i przebaczony

Zasada druga. Polega ona na przekonaniu, że moje grzechy są przez Chrystusa odpuszczone. Nie mogę w sobie nosić lęku, niepewności, czy jestem uwolniony od grzechu, bo wtedy nie mógłbym świadczyć z radością. Świadectwo musi być świadectwem radosnym o tym, co zostało mi dane jako niezwykły dar: odpuszczenie grzechów. Muszę być pewnym tego, że moje grzechy uznane, wyznane przed Chrystusem, są odpuszczone. I wtedy, kiedy mam w sobie tę radosną pewność, ten pokój, mogę iść do innych, aby dawać świadectwo o tej radosnej rzeczywistości, o tym niezwykłym darze, który przyniósł nam Chrystus.

4.3. Musisz być napełniony Duchem Świętym

Trzecia zasada to pewność, że jesteśmy napełnieni Duchem Świętym. Musimy prosić Ducha Świętego, żeby kierował naszym życiem, żeby dał nam moc prowadzenia prawdziwego życia chrześcijańskiego, życia Słowem Bożym, życia poddanego kierownictwu Chrystusa. Musimy być o tym mocno przekonani, musimy w to wierzyć, bo otrzymaliśmy obietnicę. Przekazuje ją św. Jan w swoim liście: "Ufność, którą w nim pokładamy polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą" (1 J 5:14.15). Opieramy się na tej obietnicy, wierzymy słowom obietnicy, nie polegamy na uczuciu, emocji. Jeżeli mam taką wiarę, jeżeli jestem przekonany o tym, że prowadzę życie w Duchu, że jestem napełniony Duchem Świętym, wtedy mogę iść, aby dawać świadectwo.

Te trzy zasady dotychczas tu przedstawione to są zasady podstawowe. Z ich wypełnienia wyrasta świadectwo w jakiś sposób spontaniczne, naturalne, gdyż świadectwo jest prostą konsekwencją tego, co nazywamy przyjęciem Chrystusa, odpuszczeniem grzechów, napełnieniem Duchem Świętym. To równocześnie stanowi istotę życia chrześcijańskiego i dlatego jeżeli mamy prawdziwe życie chrześcijańskie, to wtedy jesteśmy nie tylko zdolni do świadectwa, ale to świadectwo przeżywamy jako naturalną konsekwencję, potrzebę swojego życia chrześcijańskiego. A teraz dalsze zasady.

4.4. Wykorzystuj każdą okazję do mówienia o Jezusie

Zasada czwarta mówi, że trzeba się dzielić swoją wiarą w Chrystusa, wykorzystując każdą okazję do rozmowy z innymi o Chrystusie. Trzeba się dzielić swoją wiarą w sposób prosty i jasny zarazem. Trzeba się pozbyć wszelkich lęków, zahamowań, wszelkich obaw przed jakąś trudnością czy niewykonalnością tego zadania. Musimy pamiętać o tym, że w drugim człowieku, z którym rozmawiamy, też działa Chrystus i Duch Święty. Dlaczego nie trzeba liczyć tylko na siebie, nie trzeba sobie zbyt wyobrażać to zadanie jako niewykonalnie trudne, bo zależne w końcu od nas. Wielu ludzi odczuwa lęk przy dawaniu świadectwa dlatego, że ostatecznie polega na sobie. "Jak ja to zrobię? Jak ja go przekonam? Jakich użyję argumentów?" A tymczasem chodzi tylko o proste dawanie świadectwa, mówienie o tym, o czym jestem sam głęboko przekonany. Resztę zostawiam Bogu, bo Bóg chce wejść do wnętrza także drugiego człowieka. On przygotował jego serce. Ale Chrystus ustanowił taki porządek, że nasze świadectwo, zewnętrzne świadectwo, jest potrzebne, żeby tego drugiego człowieka wezwać do wiary. Jest takie prawo, że osoba reaguje na osobę, rezonuje - jak mówimy - na osobę, która mówi o swoich wewnętrznych przeżyciach. Dlatego moje świadectwo jest narzędziem, jest jakimś przekaźnikiem, tego, co chce przekazać Chrystus, który - z drugiej strony - przez swego Ducha przygotowuje naszego bliźniego na to, by był zdolny przyjąć świadectwo. A więc nie trzeba się wysilać, nie trzeba na siłę przekonywać, ale świadczyć w sposób prosty, jasny, opierając się na mocy Bożej, a nie na własnej swojej mądrości, inteligencji, uczoności, czy na własnej jakieś sile przekonywania. Przyjęcie Chrystusa to jest ostatecznie tajemnica, która dokonuje się pomiędzy Bogiem, który chce dać człowiekowi siebie i człowiekiem, który przyjmuje tego Boga też tylko dzięki temu, że w nim działa Bóg, Duch Święty. Ostatecznie tylko Bóg w nas może przyjąć Boga. O tym musimy pamiętać, a równocześnie pamiętać, że my włączamy się w to tajemnicze spotkanie człowieka z Bogiem jako narzędzie, które jest potrzebne, bo Bóg chce się nami posłużyć i dlatego nie wolno nam dopuścić do tego, żeby drugi człowiek został pozbawiony tej łaski spotkania z Chrystusem, bo zabrakło świadectwa, zabrakło właśnie tego narzędzia.

4.5. Módl się za tych, których chcesz przyprowadzić do Jezusa

Piąta zasada owocnego świadczenia mówi o modlitwie. Trzeba się modlić za tych wszystkich ludzi, którzy jeszcze nie doznali szczęścia poznania i przyjęcia Chrystusa. Najpierw za tych, których znamy, może w najbliższym otoczeniu. Może we własnej rodzinie, na uczelni. W pracy spotykam ludzi, którzy nie wierzą w Chrystusa. Za nich muszę się modlić, ale i za wielu innych, o których czytam może w gazetach, o których wiem. Są to miliony, może miliardy ludzi na całym świecie. Modlitwa jest ogromnie ważna w dziele ewangelizacji, bo przez modlitwę, którą zanoszę do Boga w Duchu Świętym, mogę wpływać na Boga, który z kolei może zmienić wnętrze człowieka. I dlatego modlitwą moją mogę ogarniać ludzi na całym świecie i rzeczywiście dawać swój wkład w dzieło ewangelizacji.

4.6. Weź inicjatywę w swoje ręce

Szósta zasada: w Słowie Pana idąc nauczajcie. Mamy więc wziąć inicjatywę w swoje ręce, nie czekać, aż ludzie przyjdą do nas, nie siedzieć bezczynnie, a potem mówić: nikt nie przyszedł i nie miałem okazji głoszenia Ewangelii. Mamy iść, mamy planować różne akcje ewangelizacyjne, zaplanować nawet systematyczne akcje czy kampanie ewangelizacyjne. Wtedy spełnimy nakaz Chrystusa, który powiedział: "idźcie, idąc nauczajcie".

4.7. Mów o Jezusie w przekonaniu, że jesteś narzędziem miłości Boga

Szósta zasada uzupełniona jest przez siódmą zasadę, która brzmi: idźcie w miłości. Św. Paweł mówi: "miłość Chrystusa mnie przynagla". Jest to bardzo ważne uzupełnienie, bo często, gdy idziemy do ludzi, mamy różne kompleksy: czy też wolno nam mówić do ludzi o Chrystusie? czy mamy do tego prawo? Jeżeli mamy miłość, to mamy prawo, bo miłość chce dobra drugiego człowieka. Wiemy, że niesiemy im autentyczne, prawdziwe dobro. Jeżeli widzę w czasie powodzi człowieka, który ratuje swój dobytek, to nie pytam się, czy on sobie będzie życzył pomocy, czy mam prawo pomagać. Wiadomo, że w tej sytuacji trzeba iść i pomagać. I tak samo jest z głoszeniem Ewangelii, bo głosimy to, co jest ludziom koniecznie potrzebne do zbawienia. A więc idziemy z miłością i dlatego nie mamy żadnych oporów, żadnych lęków, nie pytamy się, czy mamy prawo, ale po prostu wszystkim głosimy to, co im jest potrzebne dla zbawienia.

4.8. Rozmawiaj bezpośrednio o Jezusie

Ósma zasada jest pewną praktyczną radą. Mianowicie trzeba rozmawiać o Jezusie, tzn. nie zaczynać od jakiejś filozofii, nie szukać jakiejś okrężnej drogi, ale wprost, bezpośrednio zacząć rozmowę o Chrystusie. Niektórzy myślą, że potrzeba długich przygotowań, inni próbują przy pomocy systemy jogi czy innych filozofii zbliżyć ludziom Chrystusa. To jest droga okrężna, niepotrzebna. Ludzie potrzebują Chrystusa, czekają na Niego w swoim sercu i dlatego bezpośrednio mówimy o istotnych rzeczach, bez długich wstępów, bez krążenia wokół tego tematu. Mówimy o pogodzie, o sporcie, jeszcze się często przy tym kłócimy i wtedy ten człowiek nie jest przygotowany na przyjęcie Chrystusa. Dlatego świadczyć bezpośrednio o Chrystusie, unikać niepotrzebnych krążeń wokół tego tematu, dlatego, że Chrystus jest naprawdę wszystkim ludziom potrzebny i oni czekają, żebyśmy z nimi na ten temat rozmawiali.

4.9. Pozostaw rezultaty Bogu

Wreszcie dziewiąta i ostatnia zasad mówi: trzeba rezultaty zostawić Bogu. Nie zniechęcać się, kiedy nie widzimy tych rezultatów, albo nie widzimy ich od razu. Z drugiej strony nie być zadowolonym, nie wynosić się, kiedy nam się udało (albo tak nam się wydaje, że udało mi się dzisiaj tak pięknie prowadzić rozmowę). Nieraz nam się wydaje, że to było bardzo złe, a wyniki są nieoczekiwane. Nieraz jesteśmy zadowoleni z siebie, pięknie przeprowadzamy rozmowy, a rezultatów nie ma żadnych. Robimy to, co do nas należy, pamiętamy o słowach Chrystusa: "Kiedy wszystko zrobicie, co do was należy, to musicie mówić 'Słudzy nieużyteczni jesteśmy, wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać'". I wtedy, jeżeli Bogu zostawimy rezultaty, spełnimy swój obowiązek, owoce, wyniki, objawią się może kiedyś nam dopiero na sądzie ostatecznym.

5. Podsumowanie

Takie są zasady owocnego świadczenia o Chrystusie. Zbiorę je wszystkie razem, przypomnę. Pierwsza zasada: wierzyć, że Chrystus jest moim Panem i Zbawicielem, że jest w moim życiu, żyje we mnie, a ja w Nim. Druga zasada: uznać i wyznać wszystkie swoje grzechy przebaczającej krwi Chrystusa, przelanej na krzyżu. Trzecia: prowadzić życie w Duchu, sprawić, żeby Chrystus zasiadał na tronie mojego serca, moje "ja" było Mu podporządkowane. Czwarta: dzielić się przy każdej okazji, w sposób prosty, swoją wiarą w Chrystusa z innymi. Piąta: modlić się. Szósta: iść, to znaczy wziąć inicjatywę w swoje ręce. Siódma: iść w miłości, w przekonaniu, że jestem narzędziem miłości Boga. Ósma: rozmawiać bezpośrednio o Chrystusie. I w końcu dziewiąta zasada: pozostawić Bogu rezultaty, Jemu przypisywać owoce.

Jeżeli będziemy stosować wszystkie wymienione zasady, to nasze świadectwo na pewno będzie owocne i będziemy przeżywali wielką radość. Wtedy na pytanie: "Co uważasz za najradośniejszą rzecz w twoim życiu?" będziesz mógł powiedzieć: To, że przyjąłem Chrystusa, że mogę innych do Niego prowadzić. To jest najradośniejsze moje przeżycie i tym najlepiej mogę służyć innym ludziom, moim braciom.

 

 

Wykład 5

 

Uczestnictwo w realizacji Wielkiego Nakazu Misyjnego Chrystusa

1. Wielki Nakaz Misyjny – wezwanie do ciebie

Tematem tej konferencji będzie nasze uczestnictwo w realizacji Wielkiego Nakazu Misyjnego Chrystusa, albo tzw. Wielkiego Posłannictwa. Wielkim Posłannictwem albo Wielkim Nakazem Misyjnym nazywamy ostatnie słowa Chrystusa, które pozostawił On apostołom przed swoim odejściem. Te słowa są końcowymi słowami Ewangelii wg św. Mateusza (28:18-20): "Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami:

 

Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata".

 

Musimy sobie uświadomić wagę tych słów Chrystusa. Jest to największe wezwanie, jakie kiedykolwiek zostało skierowane do ludzi. Największe wezwanie, skierowane przez największą osobę, jaka kiedykolwiek żyła na tym świecie. Jest to wezwanie, które łączy się z największą obietnicą, jaką kiedykolwiek Bóg dał ludziom. Zwróćmy uwagę na maksymalizm tych nakazów Chrystusa. Mówi On: "Nauczajcie wszystkie narody", a więc przedmiotem nauczania jest cały świat, wszyscy ludzie wszystkich czasów. "Uczcie zachowywać wszystko, co wam przykazałem" - to jest treść misji, przekazanej przez Chrystusa. Jest nią cała Ewangelia, całe Jego nauczanie, całe orędzie zbawcze. Maksymalizm charakteryzuje także tę część wypowiedzi Chrystusa, która stanowi jakby obramowanie nakazu: "Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. (...) Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata". Wyrażenia "wszystkie narody", "zachowywać wszystko", "wszelka władza", "przez wszystkie dni", oddają właśnie ten maksymalizm i jakąś pełnię owego misyjnego nakazu Chrystusa. Powinniśmy zatem zastanowić się, w jakiej my pozostajemy relacji do tego nakazu. Bardzo łatwo bowiem jest przejść od wszystkiego do niczego. Słysząc "wszystko" człowiek przeraża się i stwierdza, że to dla niego zbyt wiele, nie czuje się na siłach, żeby podjąć to zadanie i wobec tego rezygnuje. Niestety tak bywa często, że stojąc w obliczu wielkich spraw i nie mając odwagi, żeby je podjąć, wpadamy w skrajność przeciwną i nie czynimy nic. Niestety wielka rzesza współczesnych chrześcijan, katolików, "wszystko" z nakazu Chrystusa zamieniło na "nic", nie przejmując się w ogóle tym Wielkim Nakazem Misyjnym Chrystusa.

 

2. Niezwykłość czasów, w których żyjemy

Musimy sobie jeszcze uświadomić tę okoliczność, że żyjemy w czasach, w których po raz pierwszy od chwili, kiedy Chrystus wypowiedział te słowa, zaistniała możliwość ich zrealizowania. Musimy sobie uświadomić niezwykłość naszych czasów. Dzisiaj - jak się oblicza - żyje na kuli ziemskiej połowa z tych ludzi, którzy kiedykolwiek na niej żyli. Dzisiaj zamieszkuje Ziemię tylu ludzi, ile razem wziętych zamieszkiwało ją we wszystkich wiekach poprzednich, począwszy od Adama i Ewy. Tylu więc ludzi czeka dziś na Ewangelię, ilu czekało we wszystkich minionych tysiącleciach. Nasze czasy są także czasami ogromnego postępu wiedzy i techniki, zwłaszcza tej, która umożliwia kontakty między ludźmi i przekaz informacji. Dziewięćdziesiąt procent ludzi uczonych, naukowców, którzy żyli kiedykolwiek w historii, żyje w naszych czasach. Dzięki osiągnięciom wiedzy, nauki i techniki, dzięki słowu drukowanemu, dzięki radiu, telewizji, dzięki możliwości przekazu informacji za pośrednictwem satelitów, więcej ludzi słyszy, czy może słyszeć, dzisiaj Ewangelię o Chrystusie, niż kiedykolwiek w historii. Nigdy też nie było tylu ludzi przygotowanych do głoszenia Chrystusa, co w naszych czasach. Sumując wszystkie te spostrzeżenia możemy powiedzieć, że nastał czas wielkich żniw duchowych, czas ewangelizacji, jakiego dotąd w historii ludzkości nie było.

 

Z drugiej strony jesteśmy świadkami wielkiego pragnienia Boga wśród ludzi i to wśród ludzi, którzy nie są chrześcijanami. Świadczą o tym chociaż wielkie podróże apostolskie papieża Jana Pawła II. Dzieją się rzeczy w historii ludzkości dotąd niespotykane. Nasze czasy cechuje więc niebywały głód prawdy, głód Boga, który w Chrystusie objawił się jako jedyny Zbawiciel. Ludzie w naszych czasach żyją w wielkim napięciu, w wielkim oczekiwaniu. Jednocześnie zaznacza się jakaś polaryzacja sił światła i ciemności, dobra i zła. Ujawniają się w świecie jakieś szatańskie moce zła i ludzie stają w obliczu problemów, których nie potrafią rozwiązać. W obliczu tych wszystkich problemów człowiek odczuwa swoją niemoc, słabość, a to zło, które intuicyjnie wyczuwa, wyzwala w nim zwrot do Chrystusa, do światła, zwrot ad Christum Redemptorem. W ręku człowieka są również dzisiaj niesamowite siły zniszczenia. Wystarczy jeden szaleniec, który te siły uruchomi, a cała Ziemia zamieni się w zgliszcza, w popioły.

 

Na to wszystko musimy jednak patrzeć jako na wielką godzinę chrześcijan, prawdziwych chrześcijan, tych którzy przyjęli Chrystusa, którzy uważają przyjęcie Go za największe wydarzenie w swoim życiu i którzy są przekonani, że nie ma sprawy ważniejszej dla współczesnych ludzi, dla współczesnego świata, niż przekazywanie dobrej nowiny o Chrystusie. Ten czas ciemności i lęku jest dla chrześcijan czasem wielkiego wezwania, wielkiej szansy, czasem wielkiego żniwa i muszą oni patrzeć na ten czas z nadzieją. Są to jednocześnie czasy wielkiego przebudzenia duchowego. Świadczy o tym wiele znaków. Takiego przebudzenia duchowego nie było chyba od czasów Chrystusa, od początku chrześcijaństwa.

 

3. Wielki Nakaz Misyjny [WNM] w sześciu odsłonach

Przypatrzmy się teraz bliżej Wielkiemu Nakazowi Chrystusa, Wielkiemu Posłannictwu, co dla nas z niego wynika. W celu przeanalizowania tego pytania, posłużymy się schematem metodycznym sześciu pytań. kto?, co?, dlaczego?, kiedy?, gdzie? i jak? Schemat ten można stosować do różnych innych tekstów, chcąc uzyskać ich przejrzystość. Warto sobie zapamiętać tych sześć pytań.

 

3.1. Kto został posłany, aby wypełnić WNM?

A więc pytanie pierwsze: kto? Kto uczestniczy w tym wydarzeniu? Odpowiedź: najpierw Jezus Chrystus, Syn Boży, jedyny Zbawiciel wszystkich ludzi. On to właśnie przekazuje posłannictwo jedenastu Apostołom. Ale nie tylko im, lecz wszystkim swoim uczniom do końca czasów. Jezus Chrystus to ten, który mówi: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Chrystus zmartwychwstały, Kyrios, Pan nieba i ziemi. Z tego wynika, że nakaz dotyczy perspektyw aż do końca czasów, bo On mówi: Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Chodzi więc o okres od Wniebowstąpienia aż do Powtórnego Przyjścia Chrystusa. I z tego wynika, że nakaz jest skierowany nie tylko do bezpośrednich jedenastu jego odbiorców, ale do wszystkich uczniów Chrystusa, aż do końca czasów, a więc skierowany jest także do nas, jako kolejnej generacji uczniów Pana. Dlatego my z kolei musimy przejąć odpowiedzialność za wypełnienie tego Wielkiego Nakazu Misyjnego. Jest to niesłychanie ważne, abyśmy mieli taką świadomość, że wypełniając ten Nakaz Misyjny występujemy jako przedstawiciele Pana Jezusa Chrystusa. Reprezentujemy jedyną Osobę na przestrzeni dziejów ludzkości, która posiada wszelką moc i wszelką władzę. Możemy więc występować w imieniu Tego, który powiedział: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Występujemy nie w imieniu wielkich tego świata, ale w imieniu Pana panów, Króla królów, Tego, który jedynie ma wszelką władzę w niebie i na ziemi i w imieniu Tego, który dał obietnicę swemu Kościołowi, że bramy piekielne go nie zwyciężą. Św. Jan mówi: "Większy jest On w tobie niż ten, który jest w świecie" (1 J 4:4). Chrystus w nas jest większy od władców tego świata. Pierwsi chrześcijanie byli mocno przekonani o tym, że Chrystus zmartwychwstał i że oni działają w bezpośrednim kontakcie z Nim, w Jego Duchu. Jest to konieczne, abyśmy i my uwierzyli w Chrystusa Zmartwychwstałego, jako w żywą Osobę, która wchodzi w nasze życie, żebyśmy byli przekonani o tym, że jesteśmy napełnieni Jego Duchem. I gdybyśmy w oparciu o moc Chrystusa Zmartwychwstałego i wyposażeni w moc Jego Ducha podjęli to posłannictwo, bylibyśmy także niezwyciężeni.

 

3.2. Co to jest WNM?

A teraz drugie pytanie: co? Co to jest Wielkie Posłannictwo, Wielki Nakaz Misyjny? O co tu właściwie chodzi? Jeden moment jest tutaj istotny, a jest on faktycznie przez nas zapominany. Bo kiedy słyszymy, że mamy iść nauczać wszystkie narody po wszystkie dni aż do skończenia świata, to sobie wyobrażamy, że kiedyś tam przed końcem świata wszyscy ludzie usłyszą Ewangelię, a więc nie musimy się śpieszyć. Gdybyśmy nawet tylko jednego człowieka w ciągu roku nawrócili, to i tak do końca świata jest wiele czasu i do tego czasu wszyscy usłyszą Ewangelię. Ale musimy sobie uświadomić, że ludzie żyją tylko raz na tej ziemi i mają prawo w ciągu swojego życia usłyszeć radosną nowinę o Chrystusie. I my jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby ludzie żyjący w tym pokoleniu na świecie usłyszeli Ewangelię. Nie jesteśmy odpowiedzialni za przyszłe pokolenia. Za przyszłe pokolenia będą odpowiedzialni ci, którzy będą żyli w tych przyszłych pokoleniach. I to musimy zrozumieć, że Wielki Nakaz Misyjny dotyczy głoszenia Ewangelii wszystkim ludziom, żyjącym w tym pokoleniu, na całym świecie. Za to jesteśmy odpowiedzialni. Nie możemy być spokojni, póki tego nakazu nie wypełnimy. Jeżeli sobie teraz przypomnimy to, o czym była mowa przed chwilą, o możliwościach ewangelizacji w dzisiejszym świecie, to nie powiemy, że jest to zadanie niemożliwe do wykonania, nierealne. Oto więc treść Wielkiego Nakazu Misyjnego Chrystusa, skierowanego do nas: w tym pokoleniu wszyscy ludzie, za których my jesteśmy odpowiedzialni, powinni usłyszeć radosną nowinę o Chrystusie, gdyż oni mają do tego prawo, oni powinni mieć okazję do przyjęcia Chrystusa. Nie znaczy to, że wszyscy ludzie staną się chrześcijanami, że wszyscy uwierzą, ale wszyscy muszą mieć szansę, wszyscy muszą usłyszeć o Chrystusie, żeby mogli się w obliczu tego wyzwania zdecydować. I za to my jesteśmy odpowiedzialni.

 

3.3. Dlaczego każdy chrześcijanin ma włączyć się w wypełnianie WNM?

Pytanie trzecie: dlaczego? Dlaczego każdy chrześcijanin ma być włączony w wypełnienie Wielkiego Posłannictwa? Z trzech powodów. Po pierwsze: bo jest to nakaz Chrystusa. Po drugie: bo bez Boga, bez Chrystusa, człowiek jest zgubiony. Po trzecie: bo ludzie wszędzie są spragnieni Boga. Chrystus kazał nam iść. My, jako uczniowie, jesteśmy zobowiązani do posłuszeństwa. Pan wydał polecenie, ostatni rozkaz i dlatego nie mamy prawa dyskutować, czy to naprawdę jest potrzebne, czy to jest konieczne. Chrystus powiedział: idźcie. Żaden prawdziwy uczeń, wyznawca Chrystusa, nie może słów Pana zlekceważyć. Jeżeli traktujemy Chrystusa poważnie, to musimy poświęcić cały swój czas, swoje talenty, by w miarę naszych możliwości wypełnić Wielkie Posłannictwo. Musimy to czynić w przekonaniu, że bez Chrystusa człowiek jest zgubiony. Chrystus powiedział: "Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie" (J 14:6). Dlatego muszę ludziom, którzy nie znają Chrystusa, ukazać tę jedyną Drogę, jedyną Prawdę, jedyne Źródło życia. Jeżeli nie ogłoszę tego innym, to znaczy że sam nie jestem jeszcze o tym przekonany. I wreszcie ludzie są dzisiaj naprawdę spragnieni Boga, są sfrustrowani, zawiedzeni przez różnych pseudowybawicieli, stoją ludzie dzisiejsi wobec problemów nierozwiązalnych i dlatego są przygotowani na przyjęcie prawdziwego zbawienia, prawdziwego Boga. Nie trzeba szukać daleko przykładów na potwierdzenie tego.

 

3.4. Kiedy WNM zostanie wykonany?

A teraz pytanie: kiedy? Kiedy to Wielkie Posłannictwo będzie wykonane? Czy możemy to przewidzieć? Oczywiście tylko Bóg w swojej wszechwiedzy zna czas jego wypełnienia. Nie znaczy to jednak, że my, posługując się rozumem, nie możemy planować, nie możemy przewidywać. Oczywiście, zawsze liczymy się z tym, że nasze plany w pełni się nie zrealizują, że będziemy musieli je korygować, ale powinna nam towarzyszyć świadomość, że nie ma czasu do stracenia.

 

3.5. Jak i gdzie ma realizować się wypełnianie WNM?

Jak ma być to Wielkie Posłannictwo wypełnione? Jak my możemy w tym pomóc? - oto kolejne pytanie. Oczywiście, że zadanie będzie wykonane wtedy, kiedy wiele osób, kiedy miliony chrześcijan, włączy się w nie, jeżeli będą postępowali zgodnie z założeniami określonej strategii, jeżeli zostaną pouczeni, wprowadzeni w metodę działania. Chrystus powiedział przed swoim wniebowstąpieniem, jak to notuje św. Łukasz u początków Dziejów Apostolskich: "Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie Mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, aż po krańce ziemi"(Dz 1:8). W tej wypowiedzi Chrystus ukazał nam pewne kręgi odpowiedzialności ewangelizacyjnej. Najpierw mamy być świadkami w Jerozolimie . Każdy z nas ma taką swoją Jerozolimę. Będzie to własny dom, biuro, fabryka, dom akademicki, jednym słowem: środowisko codziennego pobytu. Potem trzeba szukać dróg, żeby dotrzeć do Judei, czyli do okolic, do swojego miasta, powiatu, województwa, a potem cały świat. Każdy katolik, każdy chrześcijanin, musi ogarniać cały świat przynajmniej w swojej modlitwie, przynajmniej przez swoje pragnienie. Wielu się będzie później angażowało w dzieła apostolskie, ewangelizacyjne w skali ogólnokościelnej, ogólnochrześcijańskiej. Chodzi o to, żeby się nie bać takich szerokich perspektyw i takiego planowania, żeby wyjść z zaścianka swojej tylko parafii. Głównym środkiem ewangelizacji będzie zawsze oczywiście osobiste głoszenie. Są różne pomoce, rozmaite środki techniczne, ale decydujący jest zawsze przekaz od człowieka do człowieka. To była również metoda błogosławionego ojca Maksymiliana, który zawsze mówił: "cały świat i każdy człowiek z osobna". Myślał o całym świecie, ale stosował takie metody, żeby dotrzeć do każdego człowieka bezpośrednio, bo osobiste wezwanie do przyjęcia Chrystusa jest zawsze konieczne i decydujące. Aby mieć siłę potrzebną do osobistego ewangelizowania, trzeba mieć oparcie w małej grupie, która zachęca, podtrzymuje w gorliwości, która umożliwia wymianę doświadczeń, daje pomoc. Dziełu ewangelizacji niezbędne są także ośrodki szkolenia, ośrodki formacji, pewne nadrzędne jednostki, które wyszukują ludzi, ich przygotowują, które przygotowują najrozmaitsze pomoce, również do ewangelizacji indywidualnej. Można przeprowadzać wielkie kampanie ewangelizacyjne, ale kampania nie oznacza, że rezygnuje się z bezpośredniego docierania do pojedynczego człowieka. W ramach kampanii nastawionej na masy zawsze jest miejsce na indywidualną ewangelizację w jakimś rejonie.

 

I wreszcie jeszcze jedno ważne założenie strategiczne. W przekładzie polskim tekstu Wielkiego Nakazu Misyjnego jest pewna nieścisłość. Wiersz dziewiętnasty przetłumaczony został jako "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody" a odsyłacz mówi dosłownie "Idźcie więc i czyńcie uczniów ze wszystkich narodów". "Czyńcie uczniów" to przecież coś o wiele więcej niż "nauczajcie". Uczeń, jak mówi tradycja Kościoła - katechumen, to ten, który jest wdrażany w pewien sposób, pewien styl życia. Uczeń w czasach Chrystusa to był ten, który szedł za mistrzem i dzielił jego sposób życia, naśladował go. Uczeń to także ten, który z kolei zdobywa nowych uczniów. Obowiązuje tu system multiplikacji, mnożenia, powstaje reakcja łańcuchowa. Chrystus miał tylko dwunastu uczniów, ale w określonym powyżej znaczeniu i dlatego to wystarczyło. Zostawił ich i odszedł do nieba, był spokojny o rozwój swego dzieła, bo każdy z tych Jego uczniów poznał sekret czynienia uczniów, a ci zaś uczyli się tego od nich i przekazywali następnym i w ten sposób, na zasadzie jak gdyby reakcji łańcuchowej, w każdym narodzie powstawały grupy uczniów, które czyniły następnych uczniów i w ten sposób jest proces narastania. W ten sposób jest możliwe dotarcie do wszystkich narodów. Zaszczepienie sposobu czynienia uczniów i mnożenia sprawi rozwój ewangelizacji, tak iż naprawdę Ewangelia będzie mogła dotrzeć do wszystkich ludzi żyjącym we współczesnym pokoleniu.

 

4. Musisz się włączyć

W jaki sposób być osobiście zaangażowanym w wypełnienie Wielkiego Nakazu Misyjnego, Wielkiego Posłannictwa? Każda osoba musi w ramach tego planu opracować swoją osobistą strategię, aby przybliżyć wypełnienie Wielkiego Nakazu Chrystusowego. Twoja strategia powinna obejmować ewangelizację, dawanie osobistego świadectwa i czynienie uczniów. Zrób sobie listę osób, z którymi chcesz się dzielić swoją wiarą, zacznij się modlić za nich i szukaj okazji, aby z nimi rozmawiać, dzielić się z nimi swoją wiarą. Skorzystaj z każdej okazji na uczelni, lub w pracy, lub gdziekolwiek. Korzystaj także z każdej okazji, żeby nauczyć się więcej w tej dziedzinie, żeby móc jeszcze skuteczniej ewangelizować. Pamiętaj: jeżeli jesteś oddany Chrystusowi, On może się tobą posłużyć, żeby zmienić nasz świat na lepszy świat.

 

Fragmenty katechez ewangelizacyjnych ks. Franciszka Blachnickiego pochodzą ze strony Ruchu Nowego Życia